Zaparcia u dzieci. Jak z nimi walczyć?

Jakiś czas temu pisałam już o radzeniu sobie z biegunką u dzieci. Teraz przyszła kolej na odwrotną dolegliwość, czyli zaparcia. Długotrwałe...

Jakiś czas temu pisałam już o radzeniu sobie z biegunką u dzieci. Teraz przyszła kolej na odwrotną dolegliwość, czyli zaparcia. Długotrwałe zaparcia lub te występujące u małych dzieci, zawsze warto skonsultować z pediatrą. Następnie pierwszym krokiem powinno być przyjrzenie się diecie dziecka - czy nie ma w niej zbyt wielu słodyczy, czy jest bogata w błonnik, czy występują w niej owoce i warzywa oraz czy dziecko dużo pije. Skutecznym domowym sposobem na zaparcia są suszone śliwki. Co jednak jeśli zmiana diety nie wystarcza? Przedstawię Wam dostępne bez recepty preparaty do stosowania u dzieci, które pomogą Wam w walce z zaparciami nie będącymi powikłaniami innych chorób. Możecie stosować je, aby trochę ulżyć dziecku, gdy ma problemy z wypróżnianiem, ale pamiętajcie, że im rzadziej będziecie je stosować, tym lepiej. Chodzi o to, by nie rozleniwić układu pokarmowego i by umiał sobie sam radzić z wydalaniem.



Oto środki, które można stosować u dzieci:


Czopki glicerolowe 1g
Działają drażniąco na końcowy odcinek przewodu pokarmowego, co prowadzi do efektu przeczyszczającego po ok. 15 do 60 minutach po zaaplikowaniu. Należy je stosować tylko doraźnie, nie długotrwale. Poniżej 3 roku życia stosuje się pół czopka jednorazowo, 3-6 lat: 1 do 2 czopków, powyżej 6 r.ż.- 2 czopki.

Lactulosum
Lek przeczyszczający o działaniu osmotycznym, w syropie. Stosuje się go na czczo, przed posiłkiem. Dawki dla dzieci to odpowiednio:
- niemowlęta: 2,5ml na dobę
- dzieci do 3 roku życia: 5ml na dobę
- po 3 r.ż.: 5-15ml na dobę
Jest środkiem stosunkowo bezpiecznym. U dzieci czasami może powodować wzdęcia. Nie jest wskazany w przypadku nietolerancji laktozy.

Dicopeg junior
Składnikiem aktywnym jest makrogol 3350. Oznacza to, że jest to środek o osmotycznym działaniu przeczyszczającym, czyli nie jest wchłaniany w jelitach, jest wydalany w niezmienionej formie. Nie podrażnia również śluzówki przewodu pokarmowego. Jego działanie polega na zmiękczeniu stolca, co ułatwia wypróżnianie. Dlatego też jest bezpieczny dla dzieci już od 6 miesiąca życia.
Ma formę saszetek, których zawartość rozpuszcza się w wodzie i wypija. Powinno się zachować długi odstęp od posiłku.

Xenna Balance Junior
Ma dokładnie takie samo działanie i skład jak Dicopeg Junior, tak więc: patrz wyżej.

Nasiona lnu/len mielony
Len działa regulująco, powlekająco na przewód pokarmowy. Ze względu na dużą zawartość śluzów ma właściwości poślizgowe i przyspiesza perystaltykę. Można go stosować na 2 sposoby:

1. Całe nasiona lnu zalewa się gorącą wodą lub gotuje przez chwilę, a następnie przecedza i podaje się dziecku powstałą śluzową "galaretkę".

2. Nasiona mieli się lub kupuje gotowe zmielone (chociaż najlepsze właściwości mają, gdy są mielone na świeżo) i łyżeczkę powstałego proszku dodaje do jedzenia np. do jogurtu.

Ważne, by nie stosować więcej niż 1 łyżeczkę lnu dziennie, ze względu na obecność glikozydów cyjanogennych.
Efekt w przypadku lnu nie jest spektakularny, tak więc to, że nie zadziała już po pierwszym użyciu, nie oznacza, że wcale nie jest skuteczny.

Probiotyki
Regulują pracę przewodu pokarmowego. Wiemy już, że mogą być przydatne w przypadku biegunki, ale nie tylko. Zaburzona mikroflora jelitowa może prowadzić także do zaparć, tak więc w przypadku tego typu problemów zawsze warto włączyć dobry probiotyk. Jak go wybrać pisałam tutaj

Melilax Pediatric
Mikrowlewki, czyli nazwijmy to po imieniu- mini-lewatywy dla dzieci na bazie naturalnych składników- miodów, polisacharydów z aloesu i ślazu dzikiego. Dzięki obecności śluzów i dużej lepkości, chronią błonę śluzową podczas wypróżnienia. Można stosować u niemowląt i dzieci (oczywiście jeśli nie mają alergii na żaden ze składników).

Błonnik dla dzieci
Istnieją specjalne błonniki w proszku dedykowane dzieciom, często wzbogacone o bakterie probiotyczne. Warto pamiętać, że działanie błonnika polega na pęcznieniu i zwiększeniu objętości masy kałowej. Toteż, aby był skuteczny, warunkiem koniecznym jest przyjmowanie dużej ilości płynów. W przeciwnym wypadku możemy osiągnąć efekt przeciwny do zamierzonego. Jeśli więc Twoje dziecko pije niechętnie i w niedużych ilościach, to błonnik nie jest dla niego dobrym rozwiązaniem.

A Wy macie jakieś sprawdzone sposoby na zaparcia u dzieci? Jeśli tak, to podzielcie się nimi w komentarzach :)

Witaminy dla ciężarnych- jak wybrać te właściwe?

Ciąża to okres, kiedy kobieta chce jak najlepiej zadbać o siebie i rosnące w niej maleństwo. Dlatego też większość ciężarnych sięga po dedy...

Ciąża to okres, kiedy kobieta chce jak najlepiej zadbać o siebie i rosnące w niej maleństwo. Dlatego też większość ciężarnych sięga po dedykowane im witaminy. Tylko jak wybrać z ogromu dostępnych preparatów ten właściwy? Których witamin i w jakich dawkach tak naprawdę potrzebuje ciężarna? Które preparaty mają najlepszy skład, a które zbyt ubogi lub wręcz przeciwnie- zbyt szeroki? Zapraszam do lektury.



Skąd w ogóle pomysł, aby suplementować witaminy w ciąży? Czy te dostarczane w diecie nie wystarczą? Otóż niekoniecznie. W okresie ciąży znacznie zwiększa się zapotrzebowanie organizmu na niektóre składniki diety, a przy tym, za sprawą hormonów, zmniejsza się ich biodostępność. Toteż dieta, która miałaby wystarczyć na pokrycie zapotrzebowania zarówno matki, jak i płodu, musiałaby być bardzo starannie przemyślana, a i tak niektórych składników nie dałaby rady dostarczyć (np. witaminy D).  Tak naprawdę tych niezbędnych składników nie jest wcale tak dużo, bo tylko 3. Kolejne 3 są zalecane, w zależności od potrzeb. Tak więc dobry zestaw witamin dla ciężarnych nie musi wcale mieć obszernego składu. Ważne, aby zawierał:

Kwas foliowy
W dawce 0,4 mg. Zapobiega on wadom układu nerwowego, serca, układu moczowego. Zmniejsza ryzyko poronienia i zakrzepicy. Więcej o nim pisałam niedawno tutaj. 


Jod 
Jest pierwiastkiem, na który zapotrzebowanie znacznie wzrasta w ciąży.  Wg rekomendacji WHO dobowa dawka jodu w ciąży i przy karmieniu piersią powinna wynosić 200-500 mikrogramów. Jego niedobory mogą skutkować niedorozwojem umysłowym, uszkodzeniem ośrodkowego układu nerwowego, niedosłuchem lub głuchotą u noworodka. U matki zaś mogą prowadzić do niedoczynności tarczycy, która zaś zwiększa ryzyko poronienia i porodu przedwczesnego.


Witamina D 
Jest to witamina o szerokim spektrum działania, potrzebna tak naprawdę każdemu z nas. W ciąży szczególnie ważna, ze względu na stan kości matki. Ponadto wpływa na odporność organizmu i obniża ryzyko zachorowania na niektóre nowotwory. Potwierdzono również, że zmniejsza ryzyko infekcji bakteryjnych pochwy, które mogą powodować powikłania ciąży. U kobiet ciężarnych zalecana dawka to 2000 IU/dobę. 


Żelazo
 Anemia jest częstą przypadłością dotykającą kobiety w ciąży. Powoduje ona uczucie zmęczenia, ale także zwiększa ryzyko przedwczesnego porodu. Zalecana dzienna dawka to 26-27 mg żelaza. W przypadku wystąpienia niedokrwistości wzrasta ona do 30-120mg. Co ważne, suplementację żelazem należy rozpocząć dopiero po ukończeniu 8 tygodnia ciąży, gdyż wcześniej wysokie stężenie żelaza powoduje ryzyko powstania wad rozwojowych.


Wielonienasycone kwasy tłuszczowe (DHA)
 Kwasy omega-3 mają wpływ na rozwój układu nerwowego i narządu wzroku. Wpływają na wzrost masy urodzeniowej i zmniejszają ryzyko przedwczesnego porodu. Ponadto zmniejszają ryzyko wystąpienia cukrzycy typu I, alergii oraz nadciśnienia w wieku dorosłym. Obniżają także ryzyko wystąpienia depresji poporodowej u matki. Ich przyjmowanie jest bezpieczne, gdyż nie wykazano żadnych skutków ubocznych ani dla ciężarnych, ani dla płodu.
Zalecane spożycie w ciąży to co najmniej 600mg DHA dziennie, a w przypadku ryzyka porodu przedwczesnego 1000mg DHA. Najważniejsze jest przyjmowanie go od 20 tygodnia ciąży, kiedy to następuje intensywny rozwój układu nerwowego u dziecka.
Jeśli chodzi o źródło DHA, to także nie jest ono obojętne i warto zwrócić uwagę na jego pochodzenie. Jedynym bowiem zagrożeniem jest w tym wypadku zanieczyszczenie metalami ciężkimi i innymi chemicznymi zanieczyszczeniami. Dlatego też, szczególnie w ciąży, nie powinnyśmy decydować się na najtańszy, niepewnego pochodzenia tran czy suplement omega-3. Warto zwrócić uwagę czy jest przebadany pod kątem czystości, z czego pozyskiwane jest DHA. Najbezpieczniejsze są małe ryby oraz algi z rodzaju Schizochytrium sp. hodowane w sztucznych warunkach.


Magnez
 Teoretycznie nie jest potrzebny każdej ciężarnej, ale w praktyce większość z nich na którymś etapie ciąży dostaje od lekarza zalecenie, by go suplementować. Magnez jest szczególnie ważny dla prawidłowej kurczliwości mięśni. Jego niedobory mogą prowadzić do bolesnych skurczy np. łydek, ale także przedwczesnych skurczy macicy. Ponadto zwiększają ryzyko wystąpienia nadciśnienia. Zalecane dawki to 200-1000mg magnezu na dobę. Wybór preparatu warto skonsultować z lekarzem, bo magnez magnezowi nierówny.

Na tym kończy się lista zalecanych przez Polskie Towarzystwo Ginekologiczne składników do suplementacji w ciąży. Zapotrzebowanie na pozostałe powinno być pokrywane z diety.


Jakie witaminy dla kobiet w ciąży wybrać?


Żeby odpowiedzieć na to pytanie, podsumujmy co powinny zawierać, a następnie przyjrzyjmy się składom najpopularniejszych preparatów. Optymalnie byłoby, więc, by zawierały:
0,4 mg kwasu foliowego
200-500 mikrogramów jodu
2000 IU witaminy D
a dodatkowo:
26-27mg żelaza
600-1000mg DHA
min.200 mg magnezu (chociaż osobiście polecałabym magnez wybrać w osobnym preparacie- lepsza przyswajalność)

A oto skład najpopularniejszych witamin dla ciężarnych wg zalecanego dziennego spożycia:

Femibion Natal 2 Plus: 0,6mg folianów (0,2mg kwasu foliowego i 0,4mg folianu), 150mcg jodu, 400 IU witaminy D, 28mg żelaza, 200mg DHA, 70mg magnezu i 13 innych witamin i minerałów

Falvit mama:  0,4mg kwasu foliowego, 200mcg jodu, 200 IU witaminy D, 20mg żelaza, brak DHA i magnezu, 16 innych składników

Olimp Vita-min Plus Mama: 0,4mg kwasu foliowego, 200mcg jodu, 200IU witaminy D, 14mg żelaza, 50mg magnezu, brak DHA, 15 innych składników

Omegamed Optima: 0,4mg kwasu foliowego i 0,4mg folianu, 200mcg jodu, 2000IU witaminy D, 30mg żelaza, 250mg DHA, brak magnezu

Doppelherz aktiv Mama: 0,6mg kwasu foliowego, 100mcg jodu, 200IU witaminy D, 15mg żelaza, 90mg magnezu, 200mg DHA i 12 innych składników

 Doppelherz aktiv Mama Premium: 0,4mg kwasu foliowego, 200mcg jodu, 2000IU witaminy D, 26mg żelaza, 100mg magnezu, 600mg DHA i 2 inne witaminy

Pharmaton Matruelle: 0,6mg kwasu foliowego, 200mcg jodu, 200IU witaminy D, 27mg żelaza, 150mg DHA, 10mg magnezu i 14 innych składników

Vita-miner Prenatal DHA: 0,4mg kwasu foliowego, 150mcg jodu, 400IU witaminy D, 28mg żelaza, 220mg DHA, 50mg magnezu i 15 innych składników

Prenatal Classic: 0,8mg folianów, 200mcg jodu, 2000IU witaminy D, 60mg żelaza, brak DHA, 4 inne składniki

Prenatal DUO: 0,8mg folianów, 200mcg jodu, 2000IU witaminy D, 60mg żelaza, 600mg DHA, 4 inne składniki

Pregna Plus: 0,4mg kwasu foliowego, 0,208 folianu, 200mcg jodu, 2000IU witaminy D, 26mg żelaza, 20mg DHA

Folik Mama 2/3: 0,4mg kwasu foliowego, 150mcg jodu, 800IU witaminy D, 200mg magnezu, 300mg DHA, brak żelaza

Legenda: na zielono zaznaczyłam składniki, które dokładnie pokrywają się z zaleceniami. Pozwoliłam na delikatne odstępstwa w zawartości żelaza, bo 1-2mg na plus można nadal zaliczyć jako zaletę. 


Jak widzicie, niektórym preparatom niewiele brakuje do ideału, inne zaś (i to wcale nie najtańsze) nie są zbyt "zielone". Mam nadzieję, że moje zestawienie ułatwi Wam wybór preparatu dopasowanego do Waszych potrzeb. W końcu nie jedna z nas usłyszała już od swojego lekarza: "Niech sobie Pani kupi JAKIEŚ witaminy". Czyż nie? ;)

Farmaceuto, miej sumienie...

Jest około godziny 13. Do apteki wchodzi chłopak, podaje receptę i zaczyna nas prosić, dosłownie błagać, żebyśmy zrobiły mu ten lek r...



Jest około godziny 13. Do apteki wchodzi chłopak, podaje receptę i zaczyna nas prosić, dosłownie błagać, żebyśmy zrobiły mu ten lek recepturowy. Recepta świeżo wypisana, od kardiologa z kliniki w mieście wojewódzkim, dla niemowlaka. My przyglądamy się recepcie, a młody tata zaczyna opowiadać. Że właśnie wrócili ze szpitala, że jego 2-miesięczna córeczka będzie musiała być operowana, że ta wieść spadła na nich jak grom z jasnego nieba. Że nie wiadomo, co będzie dalej... I że ten lek córka ma brać w ramach przygotowania do operacji. I, że nikt nie chce mu go zrobić... Opowiada, że chodzi od apteki do apteki i wszędzie mu odmawiają, odsyłają z kwitkiem. Że on już chciałby być przy dziecku, a nie jest w stanie zapewnić mu leku, którego ono potrzebuje. Przyjmujemy receptę do realizacji, zaczynam sprawdzać stany składników, żeby ustalić na kiedy lek może być gotowy, dopytuję na kiedy go potrzebuje, czy aby na pewno na jutro będzie dobrze i wtedy uderza mnie myśl: "Jak można było odesłać tego człowieka i odmówić mu wykonania leku? Jakim trzeba być człowiekiem, żeby to zrobić? Jak to możliwe, że moi koledzy po fachu widząc wystraszonego ojca, który potrzebuje lek dla swojej maleńkiej chorej córeczki, tak po prostu mu odmawiają?". I najgorsze, że chyba znam odpowiedź na te pytania. I wcale mi się ona nie podoba...

Kończymy trudne studia, zdajemy masę egzaminów, bronimy pracę magisterską, by wreszcie stanąć za okienkiem i... zostać sprzedawcą. Niestety, obecnie właśnie tak wiele osób postrzega farmaceutów. Zawód, który kiedyś cieszył się szacunkiem, obecnie ma go coraz mniej. I można w tym miejscu szukać winnych takiego stanu i zapewne znalazłabym ich wielu, ale nie to chciałam dzisiaj analizować. Przy okazji sytuacji, którą Wam opisałam, zaczęłam zastanawiać się w jakim stopniu to także wina samych farmaceutów. Bo jakie zdanie ma mieć o aptekarzu taki pacjent odesłany z kwitkiem? Co pomyśli, gdy zda sobie sprawę z tego, dlaczego w innej aptece nie chcieli wykonać mu przepisanego leku? Domyślacie się już dlaczego nie chcieli? No cóż... Proszki dzielone dla dziecka to sporo roboty. Ważenie, mieszanie, sypanie, ważenie, sypanie i tak 40 razy, z dokładnością do 3 miejsca po przecinku. Co najmniej godzina spędzona w recepturze na robieniu jednego leku. Jednego leku za 20 zł. Podczas, gdy można by w tym czasie przy okienku sprzedać leki za co najmniej 10 razy taką kwotę i nie napracować się przy tym tak, jak przy leku robionym. Tak więc lenistwo, chęć większego zarobku czy może dwa w jednym? Zdecydujcie sami jak to interpretować. Na pewno o odmowie nie przesądził brak sprzętu, bo potrzebny jest tylko moździerz i waga, a te są obecne w każdej aptece. Może powstrzymał ich fakt, że są duże szanse, że pozostała część niewykorzystanego leku się przeterminuje? A to daje przecież straty... jakichś 3 zł w tym wypadku. Jak położyć na szali z jednej strony nieduży zarobek, więcej pracy i perspektywę utraty 3zł, a z drugiej życie dziecka, to co należy wybrać? Dla mnie wybór był oczywisty i dziwi i oburza mnie, że innym brak serca, odrobiny empatii dla pacjenta, który przychodzi przecież nie do sklepu, ale do apteki i liczy na pomoc.

Pewnie część z Was (znających pracę farmaceuty od podszewki) powie, że to przez sieciówki, przez wymagania pracodawców, przez tabelki... A ja sądzę, że to zależy od człowieka. Że nawet pracując w sieciówce, nie trzeba zatracać siebie. Prawda jest taka, że większość aptek w moim mieście jest właśnie w rękach farmaceutów i to tam odmówiono wykonania leku. Ja pracuję w jednej z największych sieciówek i nie przeszkodziło mi to być farmaceutą, pamiętać po co i dlaczego kończyłam studia i przede wszystkim, być człowiekiem dla drugiego człowieka. Ta naklejka "Wykonujemy leki recepturowe" nie wisi w naszej aptece tylko na ozdobę i nikt z szefostwa nie będzie miał do mnie pretensji o to, że poświęciłam swój czas na recepturę. Nie barykaduję się przy okienku, żeby tylko zrealizować cel sprzedażowy, ale jestem tam dla pacjenta i odpowiadam na jego potrzeby. I jestem z siebie dumna, bo nie zatraciłam siebie.

Dziś wyszłam z pracy z poczuciem spełnienia i świadomością, że zrobiłam coś dobrego, coś czego mnie uczono i co sprawia mi satysfakcję. Może trochę boli mnie kręgosłup od schylania się nad wagą, może nie dostanę za tę pracę premii, ale najlepszą premią dla mnie będzie świadomość, że może dzisiaj rodzice tej małej dziewczynki będą spać spokojniej, bo mają lek dla swojego dziecka. I o to apeluję do wszystkich moich kolegów i koleżanek po fachu- nie bądźcie tylko sprzedawcami, bądźcie farmaceutami i ludźmi z odrobiną empatii!

Kwas foliowy kontra folian- fakty przydatne planującym ciążę

Bardzo często zdarza się, że inspiracją dla kolejnego wpisu staje się dla mnie artykuł przeczytany gdzieś w internetach. Tak też było tym r...

Bardzo często zdarza się, że inspiracją dla kolejnego wpisu staje się dla mnie artykuł przeczytany gdzieś w internetach. Tak też było tym razem. Na artykuł, który skłonił mnie do przygotowania tego opracowania natrafiłam kilkukrotnie. Nosi on (moim zdaniem, wyjątkowo szkodliwy) tytuł: "Chcesz zajść w ciążę? - wystrzegaj się kwasu foliowego". Za pierwszym razem oburzyłam się w duszy, ale odpuściłam. Po kolejnych "spotkaniach" z linkiem do tegoż odkrycia, poczułam, że nie wolno odpuszczać, zebrałam materiały i zamierzam przedstawić Wam jakie są fakty w kwestii zażywania kwasu foliowego i folianu w okresie ciąży i przed zajściem w ciążę.


Zanim przejdę do konkretów, chciałam przybliżyć Wam powody mojego oburzenia. Po pierwsze, dla każdej kobiety, która kiedykolwiek była w ciąży lub ją planuje, powinno być oczywiste, jak istotne jest przyjmowanie kwasu foliowego i czym grozi jego niedobór. Nawoływanie w tytule do wystrzegania się kwasu foliowego to, moim zdaniem, próba wywołania sensacji, która niestety może trafić na podatny grunt i autor osiągnie zamierzony cel. Co tam, że zapewne część z czytelników, zapamięta z całego artykułu, tylko tyle, by wystrzegać się kwasu foliowego i prawdopodobnie nie zastosuje ani jego ani folianu. W końcu to nie autora/autorki dzieci urodzą się chore... Zapewne zresztą autorowi wydaje się, że to nic wielkiego, gdyż  pisze cyt.:"Jakie ma korzyści? Kwas foliowy chroni przed rozwojem wad cewy nerwowej. To by było na tyle.". Bardzo lekkie podejście do tematu. Raz, że nieprawda, że to tylko na tyle, a dwa, że polecam poczytać więcej o tym, czym są wady cewy nerwowej, jak wyglądają, pooglądać zdjęcia i dopiero mówić, że to tylko tyle...
W skrócie, cały artykuł próbuje zupełnie zdyskredytować kwas foliowy na rzecz folianu. Używa przy tym moich "ulubionych" słów kluczy, czyli w aptece go nie dostaniecie (bzdura, oczywiście, że dostaniecie), a w sklepach internetowych tak oraz dodatkowe cudowne działanie folianu, czyli jakże modny ostatnio detoks. Zdaje się, że pobudki do napisania tego artykułu były takie, jak te, które opisywałam we wpisie "Pomysł na biznes". Mnie on pasuje do tego idealnie.
Dodatkowo znajdziemy tam też takie kwiatki jak np. receptory pływające w mleku matki. Tymczasem receptory, zgodnie z definicją są to struktury obecne w komórce organizmu zdolne do łączenia się z substancjami przekaźnikowymi i inicjowania w ten sposób specyficznych reakcji w organizmie. Kluczowe jest to, że są to komórki naszego organizmu, które żeby zadziałać i przekazać informację dalszym komórkom muszą być z nim połączone. Nie mogą sobie pływać w mleku. Dziecko nie wypija z mlekiem matki żadnych receptorów. Podobnie jak nie wypija ich z wodą, o ile nie jest zanieczyszczona ;) Ale dajmy już spokój analizie tego "odkrycia medycyny alternatywnej" i przejdźmy do faktów. Metafolina nie jest bowiem odkryciem dostępnym tylko poza apteką i możecie się o niej dowiedzieć również ze źródeł eksperckich, takich jak badania EBM i opinie Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego.


Jakie znaczenie dla ciężarnej ma kwas foliowy i metafolina?


Niedobory kwasu foliowego są ściśle powiązane ze zwiększonym ryzykiem wystąpienia wad ośrodkowego układu nerwowego, które nazywa się wadami cewy nerwowej. Należą do nich bezczaszkowie, rozszczepy kręgosłupa, przepukliny mózgowe, oponowo-rdzeniowe, wodogłowie. Są to choroby prowadzące bardzo często do ciężkiego kalectwa. Ryzyko wystąpienia takiej wady spada o 72% w przypadku stosowania zalecanych dawek kwasu foliowego. Pozostały procent chorób prawdopodobnie wywoływany jest przez inne czynniki niż niedobór kwasu foliowego. Wady cewy nerwowej to jednak nie jedyne konsekwencje niedoboru kwasu foliowego w czasie ciąży. Mniej się o tym mówi, ale może on prowadzić również do powstania u dziecka wad serca, wad zaporowych układu moczowego, zwiększa ryzyko poronienia i zakrzepicy. Jak więc widzicie nie są to drobne konsekwencje.
Istnieje jednak także druga strona medalu, czyli konsekwencje wysokich dawek kwasu foliowego. Jak zawsze, najlepiej pozostać przy złotym środku, czyli rekomendacjach specjalistów, gdyż zbyt wysokie dawki powodują wzrost ryzyka uszkodzenia wczesnej ciąży. Suplementacja jest także przeciwwskazana w chorobach nowotworowych. Dlatego też nie łykamy kwasu foliowego ani folianu na potęgę, ale tyle, ile jest bezpieczne i wskazane.
Kwas foliowy, po spożyciu ulega przemianom, których produktem jest 5-MTHF zwany też folianem. Jest to biologicznie aktywna forma, którą również można spotkać w suplementach, obok kwasu foliowego. Jej potencjalną zaletą jest fakt, iż nie musi ulegać przemianom w organizmie, więc jest rozwiązaniem dla osób, u których mechanizm tych przemian jest zaburzony. Istnieje bowiem wada genetyczna, która powoduje spadek aktywności enzymu MTHFR, który bierze udział w przemianie kwasu foliowego do jego aktywnej formy. Mutację tę posiada prawdopodobnie 50% społeczeństwa, z czego 40% to heterozygoty, a 10% homozygoty. W praktyce oznacza to, że u 40% z nas enzym ten aktywny jest w 75%, zaś u 10% w około 35%. Jeśli kobieta ciężarna znajduje się w tej grupie 10%, to standardowe dawki kwasu foliowego stosowane profilaktycznie mogą okazać się niewystarczające, by zniwelować ryzyko wystąpienia wad u dziecka i innych konsekwencji zaburzenia tego szlaku metabolicznego takich jak: nadciśnienie, zahamowanie wzrostu płodu, poronienia. Folian zdaje się być dobrym rozwiązaniem dla tej grupy kobiet i stanowić alternatywę dla kwasu foliowego.


Jakie są minusy folianu?


Przede wszystkim brak długiej praktyki stosowania i dowodów na skuteczność w zapobieganiu wadom cewy nerwowej. Badano stężenia we krwi folianu, a także jego wpływ na stężenie homocysteiny i wykazano, że kwas foliowy i folian działają porównywalnie. Brak jest jednak nadal badań potwierdzających, że przekłada się to statystycznie na obniżenie ryzyka wystąpienia wad u dziecka. Mnie dodatkowo niepokoi fakt, że metafolina zniknęła z rekomendacji Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego. Nie wiem, czy miało to jakieś podstawy, o których jeszcze głośno się nie mówi, czy to tylko kwestia braku badań.


Jakie są rekomendacje Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego i zalecane dawki kwasu foliowego?


Dotarłam do rekomendacji z lat 2011 i 2014, które są chyba aktualnie najświeższe. Co ciekawe, zmieniły się one w ciągu tych 3 lat. W 2011 zalecano, by u kobiet z niedoborem enzymu MTHFR stosować jednocześnie kwas foliowy i metafolinę. W 2014 zaś PTG odeszło od tych zaleceń i nakazało w takim wypadku stosować zwiększoną dawkę kwasu foliowego. Metafoliny brak w rekomendacjach.
Na pewno podstawą, rekomendowaną już od 1997 roku, jest 0,4mg kwasu foliowego na dobę przez co najmniej 6 tygodni przed zapłodnieniem oraz cały pierwszy trymestr. Niektóre badania wykazują, że powinno to być jednak 12 tygodni przed. Na pewno, im wcześniej, tym lepiej.
Istnieją jednak stany, które wymagają zastosowania wyższych dawek kwasu foliowego. Wskazaniami do tego są:
- niedokrwistość megaloblastyczna
- stosowanie przez kobietę wcześniej antykoncepcji hormonalnej
- stosowanie leków przeciwpadaczkowych
- palenie papierosów (przed ciążą, bo w ciąży to mam nadzieję, że oczywiste, że papierochy do kosza)
- otyłość (BMI>30)
- mutacja MTHFR, o której pisałam powyżej
Wystąpienie wad cewy nerwowej u wcześniejszego potomstwa ciężarnej również jest wskazaniem do zwiększenia dawki kwasu foliowego.
Wyższa dawka, o której mowa to 5mg i o jej zastosowaniu decyduje lekarz, dostępna jest na receptę.

Warto wspomnieć również o tym, że u kobiet karmiących zapotrzebowanie na kwas foliowy jest nawet większe niż podczas ciąży. Tak więc, aby nie dorobić się anemii podczas karmienia, warto zadbać również o właściwą podaż kwasu foliowego w tym okresie.


Podsumowując, nadal podstawową rekomendacją dla ciężarnych i starających się o potomstwo jest 0,4 mg kwasu foliowego. Metafolina wydaje się być ciekawą alternatywą, ale wciąż budzącą kontrowersje i jeśli już to zalecaną obok kwasu foliowego, a nie zamiast niego. Dla spokoju sumienia, że suplementujemy właściwą dawkę i postać, najrozsądniejsze wydaje się badanie w kierunku mutacji powodującej osłabienie aktywności MTHFR (ale przyznaję, że nie wiem jaki to koszt). Nie jest zaś prawdą, że kwas foliowy jest w ciąży przeciwwskazany oraz że szkodzi, ani też że folian zakupicie tylko w sklepie internetowym, bo apteki to go nie znają. Taką decyzję skonsultujcie  lepiej z zaufanym lekarzem, a nie sprzedawcą ze sklepu internetowego.

Badania prenatalne- jakie, kiedy i dla kogo?

Badania prenatalne to temat, nad którym powinna pomyśleć każda ciężarna i to już na samym początku ciąży. Na dobrą sprawę może jeszcze nie ...

Badania prenatalne to temat, nad którym powinna pomyśleć każda ciężarna i to już na samym początku ciąży. Na dobrą sprawę może jeszcze nie do końca do Ciebie docierać, że gdzieś tam w środku zaczyna tworzyć się nowe życie, a już powinnaś umawiać termin na badanie, bo takie mamy niestety realia, że z terminami bywa ciężko. Teoretycznie w temat powinien wprowadzić Cię lekarz prowadzący, ale widziałam i słyszałam dość, by wiedzieć, że wciąż dość często od lekarza nie usłyszymy nic na ten temat. A niektórzy uważają, że wystarczające są 3 USG w trakcie całej ciąży i to wykonane na ich kiepskiej jakości sprzęcie. Dlatego też powstał ten post- aby krok po kroku przybliżyć Wam co, kiedy, dlaczego i po co. Żeby mieć wiedzę odnośnie możliwości, dokonać właściwych wyborów i rozplanować to sobie w czasie. 


U niektórych sama nazwa badania prenatalne wywołuje lęk. Kojarzą się z inwazyjnymi metodami, zagrożeniem dla dziecka, a dodatkowo uruchamiają mechanizm obronny w stylu: "Nie, mnie się to na pewno nie przytrafi." albo "Przecież i tak nie zdecyduję się usunąć, więc lepiej nie wiedzieć". Czy słusznie? Moim zdaniem nie. Warto pamiętać, że pod określeniem badania prenatalne kryją się zarówno metody inwazyjne, jak i nieinwazyjne. Na te pierwsze przychodzi czas dopiero, gdy wyniki badań nieinwazyjnych są niepokojące. Ponadto trzeba pamiętać, że te badania nie prowadzą wprost do decyzji: urodzę czy nie. W takich badaniach można wykryć nie tylko nieodwracalne choroby genetyczne, ale także np. wady serca. Wiedza o takiej chorobie, przy obecnym postępie medycyny, może uratować życie dziecka. Przeprowadzane są już nawet operacje w łonie matki. A nawet gdyby nie było takiej konieczności, to możliwa jest natychmiastowa reakcja po porodzie, bo po prostu wiemy z czym mamy do czynienia. I za taki postęp medycyny należy dziękować i się go nie bać.


Jakie są nieinwazyjne badania prenatalne?


USG genetyczne w I trymestrze - wykonywane między 11 a 14 tygodniem ciąży. Ma na celu przede wszystkim sprawdzenie przezierności karkowej i obecności kości nosowej. Dzięki tym parametrom określa się ryzyko wystąpienia poważnych wad genetycznych takich jak zespół Downa, Edwardsa, Turnera, a także wad cewy nerwowej np. rozszczepu kręgosłupa.

USG połówkowe- wykonywane, jak sama nazwa wskazuje, w połowie ciąży, czyli w okolicy 20 tygodnia. Jeśli wykonywane jest przez specjalistę, na dobrym sprzęcie, pozwala na dokładne sprawdzenie wszystkich narządów i rozpoznanie ewentualnych wad. Lekarz powinien sprawdzić m.in. przepływy, pracę serca. Warto również rozważyć wykonanie tego USG w 3D i to nie ze względu na to, że będziemy mogli zobaczyć buzię dzidziusia, ale dlatego, że trójwymiarowy obraz pozwala lekarzowi na dokładniejszą ocenę narządów w różnych przekrojach.

Test PAPPa- test z krwi, który pozwala na określenie prawdopodobieństwa wystąpienia niektórych wad np. zespołu Downa czy Edwardsa. Czasami wynik jest dużo mniej optymistyczny niż rzeczywistość, gdyż w grę wchodzi też analiza statystyczna, co oznacza automatycznie dużo gorsze wyniki w przypadku starszych matek, gdyż z wiekiem prawdopodobieństwo wystąpienia wad genetycznych niestety wzrasta. Wykonuje się go w tym samym czasie,co USG genetyczne.


Jakie są inwazyjne badania prenatalne?


Amniopunkcja - badanie polegające na pobraniu niewielkiej ilości płynu owodniowego do badania genetycznego. Badanie to umożliwia pewną diagnozę wad genetycznych, rozpoznanie płci, ustalenie ojcostwa. Niesie ze sobą ryzyko odpłynięcia wód płodowych, co na tym etapie ciąży kończy się poronieniem. Ryzyko to wynosi 1 na 100 przypadków. Badanie to nie jest badaniem pierwszego rzutu. Dopiero złe wyniki USG i testu PAPPa sprawiają, że lekarze kierują na amniopunkcję. Wykonuje się ją między 13 a 19 tygodniem ciąży.

Biopsja trofoblastu- pobranie fragmentu łożyska za pomocą igły poprzez powłoki brzuszne i analiza genetyczna

Kordocenteza - pobranie krwi z żyły pępowinowej dziecka w brzuchu matki. Badanie obarczone większym ryzykiem. Stosowane zazwyczaj w przypadku konfliktu serologicznego.


Ile to kosztuje?


Badania mogą być refundowane, ale jest tak tylko w wybranych przypadkach, którymi są m.in. wiek matki powyżej 35 lat, występowanie wad genetycznych u wcześniejszych dzieci lub matki/ojca, złe wyniki badań z krwi i USG wskazujące na wysokie prawdopodobieństwo wystąpienia wad.
Dla pozostałych, którzy nie spełniają tych kryteriów, ale chcą wykonać te badania, są one płatne.

USG genetyczne: od 100zł w górę
Test PAPPa: ok.250zł
Amniopunkcja: 1300-2000zł


Czy warto robić badania prenatalne?


Moim zdaniem USG genetyczne i połówkowe powinna zrobić każda ciężarna i to u pewnego, doświadczonego lekarza. O dalszych inwazyjnych badaniach każda przyszła mama musi zdecydować sama w zgodzie ze swoim sumieniem. Ja życzę, aby jak najmniej z Was miało powody do tego, by musieć taką decyzję podejmować.

Przeziębienie. O czym nie można zapominać?

Pamiętacie może jak w dzieciństwie, gdy złapaliście katar, Wasza babcia zaraz orzekała, że to dlatego, że nie założyliście czapki/podkoszul...

Pamiętacie może jak w dzieciństwie, gdy złapaliście katar, Wasza babcia zaraz orzekała, że to dlatego, że nie założyliście czapki/podkoszulki/ciepłego golfa? Ja nie raz to słyszałam. Wśród starszego pokolenia wciąż pokutuje przekonanie, że przeziębienie bierze się z wyziębienia i że chorujemy dlatego, że nie dbamy o siebie. Myślę, że tak mocno utartego przekonania już nie zmienimy, ale niedawno, czytając pewne forum, ze zgrozą stwierdziłam, że ten mit przeniósł się także na kolejne pokolenia i ewoluował w niebezpieczny sposób. Stąd też dzisiaj poświęcę chwilę chorobie powszechnie nazywanej przeziębieniem.



Przeziębienie jest potoczą nazwą choroby górnych dróg oddechowych objawiającej się nieżytem nosa (katarem), bólem gardła, kaszlem, niekiedy gorączką. Wywołują je WIRUSY, najczęściej te zwane rhinowirusami. Tak więc jest to choroba ZAKAŹNA i nie chorujemy, bo nie założyliśmy czapki, ubraliśmy się zbyt chłodno lub nie dbaliśmy o siebie. Chorujemy, bo ktoś nas zaraził. Bo w pracy, szkole, przedszkolu czy autobusie spotkaliśmy kogoś chorego, kto "sprzedał" nam swojego wirusa. Nie musimy więc robić sobie wyrzutów (bądź ich pokornie wysłuchiwać), dlatego, że nasze dziecko znowu nabawiło się kataru. Wirusoodporni występują tylko w reklamie szczepionki przeciw grypie. Zwykli śmiertelnicy czasem ulegają wirusom i kończą z przeziębieniem. Niezależnie od obecności podkoszulki ;)

Nieprawdą jest również, że przeziębieniem nie zarażamy. Nieprawda, że skoro to "tylko przeziębienie" to można iść odwiedzić koleżankę, która ma w domu noworodka. Nieprawda, że nie stanowimy zagrożenia dla osób o osłabionej odporności. Tak samo, nieprawda, że Wasze przeziębione dziecko, kiedy pójdzie do przedszkola to nie zarazi swoich koleżanek i kolegów. Zarazi. Bo wbrew temu, co mówi Wam jego babcia, to ten katar nie jest dlatego, że nie miało podkoszulki. Jest dlatego, że do organizmu dostał się wirus. Podkoszulki i czapki innych przedszkolaków również nie uchronią ich przed zasmarkanym kolegą, który jest "tylko przeziębiony". Właśnie dzięki takiemu myśleniu, kiedy zaczyna się szkoła/przedszkole setki rodziców myślą sobie: "O nie, znowu zacznie się chorowanie...". I tak niestety jest. Bo zawsze w grupie znajdzie się takie dziecko, które jest "tylko przeziębione" i przekazuje wirusa dalej. Znajdą się również te, które zostały zapobiegawczo ubrane na bałwanka, żeby przypadkiem się nie przeziębiły. Te pewnie jeszcze szybciej zachorują, bo przegrzewanie jest de facto gorsze niż wychłodzenie. Pamiętajcie, że to, że Wasze dziecko choruje, nie oznacza, że musicie założyć mu jeszcze dodatkową parę skarpet na rajtuzy... Nie tędy droga do odporności. Zupełnie nie tędy. 

Dlatego też, zaklinam Was, pamiętajcie, że wszelkie infekcje dróg oddechowych mają zazwyczaj tylko dwie przyczyny: wirusy lub bakterie. Jedne i drugie zarażają. Tak więc, Wasze czy dziecka przeziębienie, przestaje być tylko Waszą sprawą w momencie, gdy decydujecie się bywać w miejscach publicznych czy odwiedzać rodzinę lub znajomych. Chora babcia w odwiedzinach u niemowlaka to nie jest dobry pomysł. Przeziębiona babcia to wciąż CHORA, a nie nie dbająca o siebie babcia.

Skoro już wspomniałam o bakteriach, to warto pamiętać również o drugim, powszechnym błędzie- antybiotyk na przeziębienie. Przeziębienie i grypa to choroby wirusowe. Antybiotyk to lek na bakterie. Nie działa na wirusy. Przeziębienia nie leczymy antybiotykami, bo możemy sobie co najwyżej zaszkodzić. Łapie mnie katar, a w apteczce mam jeszcze resztkę antybiotyku, więc wezmę na wszelki wypadek? W żadnym wypadku. Antybiotyk to ostateczność, którą stosuje się dopiero przy bakteryjnych powikłaniach. I to na wyraźne zalecenie i z przepisu lekarza. I tego się trzymajmy!

Mimo panującego wyjątkowo złośliwego przeziębienia, zdrówka Wam życzę i jeśli jednak Was dopadnie, to pamiętajcie: to wirus, a nie zimno Was dopadło! ;)

Jak wybrać dobre serum do twarzy z witaminą C?

W ostatnich dniach naszła mnie chęć na wypróbowanie nowego kosmetyku ,w formie, której jeszcze nie stosowałam, czyli serum. Mój wybór pa...


W ostatnich dniach naszła mnie chęć na wypróbowanie nowego kosmetyku ,w formie, której jeszcze nie stosowałam, czyli serum. Mój wybór padł na serum z witaminą C. To niewiele zawężyło obszar poszukiwań, bo, jak pewnie wiecie, witamina C jest teraz bardzo modna. Postawiłam mu więc wysokie wymagania i oczywiście okazało się, że ich spełnienie i zmieszczenie się w budżecie przeciętnego Kowalskiego (i to przed świętami) nie jest łatwe. Dlatego też doszłam do wniosku, że jak już wydawać pieniądze to nie w ciemno i poświęciłam trochę czasu na research. Udało mi się dojść do pewnych wniosków, którymi teraz chcę się z Wami podzielić. Mam nadzieję, że pomogą Wam one wybrać, jeśli nie idealne, to chociaż dobre serum z witaminą C i będziecie wiedzieć czym się kierować przy wyborze kosmetyku dla siebie. Bo na pewno nie tym, żeby witamina C była lewoskrętna ;)

Dlaczego warto wybrać kosmetyk z witaminą C?


Na początek, o tym dlaczego akurat witamina C. Jakie korzyści może nam ona przynieść?

- jest bardzo silnym przeciwutleniaczem, a więc chroni komórki przed wolnymi rodnikami

- bierze udział w procesach syntezy kolagenu, a jednocześnie zmniejsza jego degradację, a to oznacza w skrócie: mniej zmarszczek

- ma działanie rozjaśniające i wyrównujące koloryt skóry, działa depigmentacyjnie. Pomaga pozbyć się przebarwień np. potrądzikowych lub powstałych w ciąży

- ma działanie przeciwzapalne, a więc może być pomocna przy leczeniu stanów zapalnych np. trądziku

- jako antyutleniacz zapobiega utlenianiu się łoju i zatykaniu porów, co również może być pomocne w walce z niedoskonałościami skóry

Z tych właśnie powodów serum z witaminą C (albo krem, jeśli ktoś woli taką formę) wydaje mi się rozwiązaniem idealnym dla kobiet, które już pożegnały się z wiekiem nastoletnim i szukają kosmetyków zapewniających skuteczną ochronę przeciwzmarszczkową, a jednocześnie, jak na złość, nie pożegnały się z tendencją do tworzenia się wyprysków. Czyli dla takich jak ja. I myślę, że nie ja jedna mam ten problem.

Na co zwrócić uwagę wybierając serum z witaminą C?


Ta niepozorna witaminka lubi narobić wokół siebie trochę zamieszania. W kosmetykach nie jest inaczej. Również sprawia problemy. Pierwszym, najważniejszym z nich jest TRWAŁOŚĆ. Witamina C niestety nie jest związkiem stabilnym i trwałym. Bardzo łatwo ulega rozkładowi i jedyne co do tego potrzebuje to tlen i światło. Czyli praktycznie wystarczy, że otworzymy opakowanie naszego super drogiego serum z witaminą C, a już nam ona zaczyna uciekać. Bad news. Żeby trochę temu zapobiec większość tego typu kosmetyków pakowana jest w buteleczki z ciemnego szkła. Jeśli znajdziecie jakieś w przezroczystej, to możecie od razu z niego zrezygnować.
Kwas L-askorbinowy, czyli witamina C jest najmniej trwała. Tak więc, jeśli producent chwali się, że jego produkt zawiera czystą witaminę C, lewoskrętną czy cokolwiek w tym stylu, to pamiętajcie, że tak naprawdę to wcale nie zaleta. To po prostu najtańsze rozwiązanie. Niestabilna wit.C po otwarciu zaczyna się rozkładać. Po miesiącu od otwarcia opakowania jej stężenie maleje o połowę. Po kilku tygodniach tak naprawdę serum może nam zmienić kolor i stracić jakiekolwiek właściwości.
Są też dużo bardziej stabilne formy, którymi są estry palmitynianowe kwasu askorbionwego, fosforan askorbylu i glikozyd askorbylowy. Z tych trzech form celowałabym w estry, gdyż glikozydy są droższe w produkcji i cena szybuje w górę, zaś fosforan jest słabo wchłaniany. Istnieje również tetraizopalmitynian askorbylu, którego stabilność wynosi podobno ponad rok.
Dodatkowo kosmetyki z wit. C mogą być wzbogacane przeciwutleniaczami, które będą zwiększać ich trwałość. Nie muszą to być sztuczne przeciwutleniacze, ale np. olejki roślinne o takich właściwościach, które dodatkowo będą miały pozytywny wpływ na naszą cerę.

Kolejny problem, który stwarza nam witamina C w kosmetykach to PRZENIKANIE, czyli wchłanianie do głębszych warstw skóry. Aby uzyskać optymalny efekt, korzystne byłoby, żeby serum nie działało tylko na zewnętrzną warstwę skóry, ale przenikało głębiej. Niestety witamina C jest witaminą rozpuszczalną w wodzie, a co za tym idzie, trudno przechodzi przez lipidowe warstwy naskórka. Tutaj również przewagę zyskują estry, które są lepiej rozpuszczalne w tłuszczach i łatwiej przenikają w głąb skóry. Wśród nich przoduje tetraizopalmitynian askorbylu, który przenikalność ma na tyle dobrą, że jest efektywny już w stężeniu 1-3%, podczas gdy na innych form za optymalne stężenie przyjmuje się 15%.

KRÓTKI SKŁAD to kolejna rzecz, na którą warto zwrócić uwagę. Chodzi mi oczywiście o substancje pomocnicze. Jest to łatwiejsze do osiągnięcia właśnie w przypadku serum, gdyż krem zawsze zawiera więcej składników, niekoniecznie o korzystnym wpływie (parabeny, konserwanty etc.). 

Próbując wybrać serum dla siebie przejrzałam kilkanaście składów INCI i kierując się opisanymi wyżej kryteriami, porównałam stosunek jakości do ceny. Mój wybór padł na Mincer Pharma Vita C Infusion. Warto poszukać go w promocji, bo rozstrzał cenowy jest dość spory, ale cena ogólnie czyni go osiągalnym. Tutaj możecie sprawdzić: klik.
Jego skład prezentuje się następująco:


Jak widzicie mamy tu wysoko w składzie stabilną i dobrze przenikającą formę wit.C, bogactwo olejków i nie ma praktycznie żadnych zbędnych składników. Mam nadzieję, że mnie nie rozczaruje, bo wygląda naprawdę obiecująco.

A Wy macie jakieś swoje ulubione kosmetyki z witaminą C?