Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karmienie piersią. Pokaż wszystkie posty

Kwasy omega-3 w diecie matki karmiącej- fachowym okiem o Mumomega

Kwasy omega-3 to bardzo ważny element diety praktycznie w każdym wieku. Mają one bardzo korzystny wpływ na nasze zdrowie. Między innymi maj...

Kwasy omega-3 to bardzo ważny element diety praktycznie w każdym wieku. Mają one bardzo korzystny wpływ na nasze zdrowie. Między innymi mają działanie przeciwzapalne, zapobiegają miażdżycy naczyń krwionośnych, a także podnoszą odporność organizmu. Szczególne znaczenie mają dla kobiet w ciąży, karmiących i małych dzieci, bowiem wpływają na prawidłowy rozwój układu nerwowego i narządu wzroku. W ciąży, poza wpływem na rozwijające się dziecko, dodatkowo kwasy omega-3 zmniejszają ryzyko porodu przedwczesnego. Wykazano również, że suplementacja omega-3 w ciąży zmniejsza ryzyko wystąpienia w przyszłości u dziecka astmy oskrzelowej. 

Istotne są także przy karmieniu piersią, gdyż są obecne w mleku matki, a ich ilość zależy od ich zawartości w diecie matki. Wraz z mlekiem dostarczane są młodemu rozwijającemu się organizmowi. Ponadto pozytywnie wpływają na odporność przed chorobami. Dlatego zaleca się suplementację nimi w okresie ciąży, karmienia, a nawet kilka miesięcy po jego zakończeniu, w celu uzupełnienia braków po obciążeniu organizmu jakim jest ciąża i karmienie piersią. Zalecana minimalna dawka DHA wynosi 200mg/dobę, a w przypadku małego spożycia ryb 400-600mg/dobę, ale bezpieczne jest podawanie nawet 1g DHA dziennie. Oczywiście idealnie byłoby, gdyby potrzebną ilość DHA można było dostarczyć z pokarmem. Niestety głównym źródłem tych kwasów są tłuste ryby morskie, które w diecie Polaków wciąż zajmują zbyt mało miejsca, by zaspokoić 100% zapotrzebowania na DHA. Ponadto nie zawsze są one bezpiecznym źródłem, gdyż mogą być skażone toksycznymi dioksynami i metalami ciężkimi.  Wybierając rybę na obiad powinniśmy dokładnie sprawdzić jej rodzaj i pochodzenie. Za najbezpieczniejszy uznawany jest hodowlany łosoś norweski. 


Czy jednak zjadacie co najmniej 2 porcje łososia w tygodniu? Ja niestety nie i dlatego zdecydowałam się na suplementację. Odpowiedni preparat jednak również trzeba wybierać rozważnie. Ja zdecydowałam się na przetestowanie Mumomega, gdyż przekonało mnie do niego kilka czynników.

Dlaczego uznałam Mumomega za preparat warty uwagi?



- ciekawy skład
Mumomega zawiera olej z ryb o zawartości DHA 300mg w jednej kapsułce, ale nie tylko. W odróżnieniu od innych preparatów zawiera również olej z wiesiołka bogaty w kwasy GLA i AA należące do omega-6. Dodatkowo użyta została też witamina E w roli przeciwutleniacza.

- badanie kliniczne (podwójnie zaślepione, randomizowane, kontrolowane placebo) udowadniające dobre wchłanianie DHA z  preparatu

- źródłem DHA jest przygotowany wg standardów farmaceutycznych olej z ryb morskich, badany pod kątem czystości, wolny od rtęci i innych toksyn

- olej z wiesiołka pozyskiwany jest z roślin rosnących w uprawach organicznych, co zapewnia czystość i brak środków chemicznych i pestycydów

- naturalne źródła olei gwarantują lepszą przyswajalność

- jako antyutleniacz użyto naturalną wit.E pochodzącą z soi nie modyfikowanej genetycznie

- nie zawiera żadnych zbędnych dodatków smakowych, środków barwiących ani sztucznych składników

- produkt wydaje się być naprawdę dobry jakościowo i bezpieczny

Mogłabym tu napisać o swoich wrażeniach po stosowaniu tego suplementu, ale nie oszukujmy się, tego rodzaju preparat nie daje wyraźnych odczuć, poprawy samopoczucia itp. Mogę jedynie napisać, że kapsułki są dość duże, ale nie sprawiają problemów przy połykaniu i nie mają rybiego posmaku jak w przypadku tranów.
Gdybyście więc zastanawiały się nad wyborem preparatu z kwasami omega-3 do stosowania w trakcie karmienia piersią, to Mumomega jest moim zdaniem rozsądnym wyborem.

Matko karmiąca, nie daj się zagłodzić!

Czy wiecie co najbardziej przeraża młodych rodziców we wczesnym okresie macierzyństwa i czym najczęściej są straszeni przez otoczenie? Kolk...

Czy wiecie co najbardziej przeraża młodych rodziców we wczesnym okresie macierzyństwa i czym najczęściej są straszeni przez otoczenie? Kolkami. Straszne widmo kolek niemowlęcych popycha rodziców do zakupu kropelek na wzdęcia jeszcze przed urodzeniem dziecka i do zabezpieczania się na wszelkie sposoby przed ich wystąpieniem. Ciągły płacz, brak snu, bezsilność to coś, czego chcemy uniknąć i jest to naturalne i logiczne. Mniej logiczne jest natomiast to, co może być tego konsekwencją.

W naszym społeczeństwie wciąż pokutuje mit, że przyczyną kolek jest alergia pokarmowa. Jest to duży skrót myślowy, gdyż faktycznie alergia pokarmowa może powodować bóle brzucha, ale nie każdy ból brzuszka (nazywany kolką) jest spowodowany alergią. Zaryzykowałabym wręcz stwierdzenie, że takie źródło jest w mniejszości. Najczęściej przyczyną jest po prostu niedojrzałość przewodu pokarmowego. Dlatego też kolka samoistnie znika po kilku miesiącach, w zasadzie niezależnie od tego, jakimi sposobami próbowaliśmy ją zwalczać. Tymczasem otoczenie, najczęściej najbliższa rodzina, wymusza często na matkach, by stosowały dietę eliminacyjną "na wszelki wypadek", żeby uniknąć kolek. Co gorsze, to nie działa w ten sposób, że, jeśli mimo diety dziecko boli brzuszek, to znaczy, że jest nieskuteczna i można ją porzucić. Nie, tu zaczyna działać mechanizm lawinowy... Skoro odstawienie popularnych alergenów nie pomogło, to niech matka karmiąca odstawia kolejne produkty. Najchętniej babcie i ciocie zmuszają młode mamy, żeby wyjściowo zaczęły od jedzenia tylko suchego chleba z chudą wędlinką i gotowanego kurczaka z ryżem. Jak to nie wystarcza, to pewnie trzeba wyeliminować i chlebek. W końcu gluten to zło i pewnie to on szkodzi maleństwu. Rodzina gubi się w domysłach, a tymczasem matka karmiąca zaczyna przymierać głodem. Nie oszukujmy się, nikt nie ma ochoty jeść w kółko gotowanego kurczaka, ani też słuchać, że ten plasterek pomidora, który pozwoliłaś sobie zjeść na śniadanie na pewno spowodował, że teraz ono płacze. Nie dajmy się zwariować i sterroryzować! Tak naprawdę, nie ma żadnych naukowych dowodów na to, że kolki są spowodowane alergią na pokarmy spożywane przez matkę karmiącą. Jeśli dziecko ma dodatkowe objawy, świadczące o alergii, wtedy warto ustalić jej przyczynę i wyeliminować ten składnik. Ten konkretny, nie wszystkie. I nie zapobiegawczo! Same kolki jeszcze nie muszą oznaczać alergii, a jeśli dziecko nie ma wysypki, niepokojąco wyglądających kupek, a płacze niezależnie od tego, czy mama "zaszalała" i zjadła twarożek czy nie, to apeluję: dajcie matce żyć i jeść normalnie!

Coraz częściej słyszę historie ocierające się o granice absurdu, gdzie np. biedna młoda matka karmiąca żyje już tylko na słonych paluszkach, a rodzina wciąż podejrzewa, że dziecko płacze, bo ona coś zjadła. Nie dajmy się zwariować. Takie podejście może być nie tylko niekomfortowe dla młodej mamy, ale wręcz niebezpieczne i niezdrowe dla niej i dziecka. Dlaczego? Otóż natura tak to wszystko zaplanowała, żeby skład mleka zaspokajał potrzeby dziecka, niezależnie od stanu odżywienia matki. Jeśli ona nie przyjmuje wystarczającej ilości składników odżywczych, organizm wyciąga je z jej zapasów np. wapń z kości. Restrykcyjna dieta + karmienie piersią może skończyć się niebezpiecznymi dla zdrowia młodej matki niedoborami. Może również pogłębić poporodowy baby blues, pogorszyć jej samoocenę, uniemożliwić cieszenie się macierzyństwem. No bo czy głodna i sfrustrowana matka to szczęśliwa matka? I czy przypadkiem nie przeniesie tych emocji na dziecko tym samym nakręcając spiralę płaczu?  Dodatkowo może zniechęcić się do karmienia piersią, które przecież niesie tak wiele korzyści zdrowotnych dla dziecka. Stosowanie restrykcyjnej diety jest jedną z częstych przyczyn wczesnego odstawiania dziecka od piersi. Ciężko się zresztą dziwić, że pod presją otoczenia matki podejmują taką decyzję.

Jeśli zaś chodzi o dziecko, to wręcz przeciwnie do tego,co starają się nam wmówić, ekspozycja na alergeny w mleku matki może być dla niego właśnie korzystna. Zgodnie z tym, co wskazują najnowsze badania, to im wcześniej dziecko ma kontakt z alergenami, tym większe szanse, że alergia się u niego nie rozwinie. To właśnie sterylne wychowanie i unikanie kontaktu z alergenami często prowadzi do alergii. Pamiętacie jak było z psami, małymi dziećmi i astmą? Jeśli nie, to odsyłam tutaj. Ponadto, w pewnym stopniu, dziecko styka się z alergenami pokarmowymi już w brzuchu matki, tak więc przy karmieniu piersią to, co jadła matka w ciąży nie będzie dla niemowlaka aż taką nowością, jak nam się wydaje. Taka stopniowa ekspozycja będzie lepsza niż zetknięcie się z alergenem dopiero przy rozszerzaniu diety u dziecka.

Dlatego też, aby nie wyrządzić więcej szkody niż pożytku, nie warto stosować restrykcyjnej diety eliminacyjnej przy karmieniu piersią zapobiegawczo. Zostawmy ją sobie na wypadek wystąpienia faktycznych objawów alergii. Dieta matki karmiącej musi być bogata w witaminy, makro- i mikroelementy, kwasy omega-3, a żeby tak było musi być zróżnicowana. Trzeba odżywiać się zdrowo i rozsądnie. Jeśli chcecie coś eliminować, to nadal pozostają na liście chipsy, cola itp. To warto wyeliminować nawet nie karmiąc piersią ;)

Apeluję, więc do mam: bądźcie silne i nie dajcie się zagłodzić!

Do babć: nie wywierajcie niepotrzebnej presji na młodych mamach!

 I do tatusiów: macie być wsparciem dla żony i dziecka, więc lepiej pognajcie do sklepu po świeże warzywa i bułeczki, zamiast słuchać złotych rad rodziny i kazać żonom żyć na kurczaku i wodzie.

Wszystkim mamom karmiącym życzę smacznej kolacji i przespanej nocy :)




Sekret skutecznej odżywki do rzęs

Z dzisiejszym towarem przyszła do mojej apteki odżywka do rzęs. I to nie byle jaka odżywka, bo taka, którą już jakiś czas temu polecała...


Z dzisiejszym towarem przyszła do mojej apteki odżywka do rzęs. I to nie byle jaka odżywka, bo taka, którą już jakiś czas temu polecała mi koleżanka jako naprawdę skuteczną, a wręcz działającą cuda. Skoro nadarzyła się okazja, musiałam się jej przyjrzeć. Opakowanie super, aż chce się ją mieć. Cena? Hmm... to zależy ile dla kogo są warte piękne rzęsy ;) No i to co mnie najbardziej nurtowało - co ona ma takiego w sobie, że faktycznie działa? Zgodnie z obietnicami zapobiega ona wypadaniu rzęs, stymuluje ich szybszy wzrost i zapewnia bajecznie długie, gęste i mocne rzęsy.  Na opakowaniu dużymi literami napisano, że zawiera keratynę, panthenol i alantoinę. Przeczytałam dwa razy, bo nie dowierzałam. Really? Panthenol i alantoina powodują, że rzęsy są piękne i nie wypadają? No w to to uwierzyć nie mogłam. Postanowiłam więc zajrzeć do rubryczki, która zawsze prawdę Ci powie, lepiej nawet niż stara Cyganka. Ingredients. A tam... Mamy Cię! Bimatoprost.

Czym jest bimatoprost?

Bimatoprost to lek stosowany w leczeniu jaskry. Co więc robi w odżywce do rzęs? Jest de facto jej substancją czynną. Po wprowadzeniu kropli na jaskrę okazało  się, że efektem ubocznym ich  stosowania jest wydłużenie rzęs. Zostało to oczywiście wykorzystane przez producentów kosmetyków.

Dlaczego należy uważać na odżywki z bimatoprostem?

Bo jest to substancja lecznicza, a każda substancja, która leczy ma także działania niepożądane. Kupując niewinną odżywkę do rzęs raczej się ich nie spodziewamy, a okazuje się, że mogą wystąpić. Należą do nich:
- zaczerwienienie, swędzenie oczu
- zmęczenie oczu
- zwiększona wrażliwość na światło
- łzawienie
- pogorszenie wzroku
- hiperpigmentacja (ciemniejsze zabarwienie) tęczówki
- ściemnienie skóry wokół oczu
- bóle głowy
- wzrost ciśnienia krwi (aczkolwiek raczej przy tej ilości, która jest w odżywce efekt ogólnoustrojowy nie powinien wystąpić)

Ważne jest  również, że NIE MOŻE BYĆ STOSOWANY PRZEZ CIĘŻARNE I KARMIĄCE PIERSIĄ.

Ostrożność muszą zachować również osoby chorujące na jaskrę i przyjmujące krople na to schorzenie.

Jest jeszcze jeden minus: odżywki z bimatoprostem są skuteczne póki je stosujemy (efekty widoczne po kilku tygodniach), ale po odstawieniu rzęsy wkrótce wrócą do poprzedniego stanu. Dlaczego? Pamiętacie jeszcze fazy wzrostu włosa z postu o wypadaniu włosów po ciąży? Z rzęsami jest tak samo, a bimatoprost działa na fazę anagenu stymulując ich wzrost. Niestety kiedy przestajemy go stosować, rzęsy wracają do swojego dawnego cyklu wzrostowego.

Tak więc pamiętajcie: czytajmy składy, bo nawet odżywki do rzęs nie są tak niewinne jakby się wydawało ;)

3 sprawdzone sposoby na pobudzenie laktacji

Ponieważ już jutro minie 18 miesięcy odkąd zostałam matką karmiącą po raz drugi, postanowiłam z tej okazji podzielić się z Wami sprawdzo...



Ponieważ już jutro minie 18 miesięcy odkąd zostałam matką karmiącą po raz drugi, postanowiłam z tej okazji podzielić się z Wami sprawdzonymi sposobami na pobudzenie laktacji. Moim zdaniem, mleko matki jest najlepszym, co może dostać dziecko w pierwszych miesiącach życia i warto pracować nad tym, by laktację rozkręcić i kontynuować jak najdłużej. Nie zawsze jest to łatwe i często wymaga wiele pracy i samozaparcia, ale przynosi same korzyści. Zalety karmienia piersią można by wymieniać długo: zdrowe dla dziecka, wygodne dla matki, oszczędne dla portfela ;) itp. itd. Jednak dzisiaj nie o tym. Dzisiaj zakładam, że znacie wszystkie "za" i "przeciw" i jesteście zdecydowane karmić piersią. Jak sprawić by mleko płynęło?

1. Jak najczęściej przystawiać niemowlę do piersi. 
Sprawa wydaje się prosta i oczywista,a jednak nie dla wszystkich mam, a nawet nie dla wszystkich pediatrów. Młoda niedoświadczona mama nie znając tematu często słucha rad mam,babć, cioć, tudzież pediatry z przychodni, który również często nie jest na bieżąco z faktami dotyczącymi karmienia piersią. Dla starszych pokoleń normą było, że dziecko należy karmić co 3-4 godziny. Przestrzegano tego wręcz z zegarkiem w ręku. Do tego przepajano wodą z glukozą  i tym podobne "kwiatki", o których wiemy już, że są nieprawidłowe. Takie rady nierzadko słyszą obecnie młode mamy. Prawda jest inna: najlepszym sposobem, zwłaszcza w pierwszych tygodniach życia dziecka, jest karmienie na żądanie. Nawet gdyby oznaczało to karmienie co godzinę lub wręcz niemal cały czas, co często ma miejsce w pierwszych kilku dobach, to dzięki temu zapewniamy dziecku pokarm na kolejne miesiące. Nic lepiej nie pobudza laktacji, jak bodziec od dziecka w postaci ssania. Należy uzbroić się w dużą dozę cierpliwości, ciekawą książkę, przyjąć wygodną pozycję i karmić tak długo, jak dziecko tego wymaga. Trudne pierwsze dni wkrótce miną, laktacja się rozhula, a dziecko i mama wkrótce wypracują swój własny rytm karmień, który pozwoli na długie miesiące szczęśliwego karmienia.

2. Metoda 7-5-3
Czasem zdarza się, że dziecko jest niecierpliwe i nie pracuje nad laktacją, bo szybko denerwuje się kiedy ssie, a nic nie leci. Metoda 7-5-3 jest dobrym sposobem właśnie dla mam takich niecierpliwych ssaków, ale również dla wszystkich innych, u których samo przystawianie nie wystarcza. Polega ona na pobudzaniu laktacji przez odciąganie pokarmu laktatorem bądź ręcznie w określonym schemacie:
- 7 minut lewa pierś, 7 minut prawa
-  5 minut lewa pierś, 5 minut prawa
- 3 minuty lewa pierś, 3 minuty prawa
Taki cykl przeprowadza się PO każdym karmieniu.

3. Wspomaganie z apteki
Z racji zawodu, czuję się zobowiązana wspomnieć o "wspomagaczach" laktacji z apteki. Mamy tu do dyspozycji np. herbatki na bazie ziół pobudzające laktację. Ich działanie określiłabym jako niezbyt spektakularne ;) Działają raczej na zasadzie placebo, więc niektórym pomogą, innym nie. W składzie tych herbatek znajdziemy zioła takie jak: anyż, koper włoski, kminek, melisa, lipa. Mają one wspomóc wypływ mleka i odprężenie matki karmiącej. Należy jednak uważać, by nie używać ich zbyt dużo, gdyż mogą doprowadzić do dolegliwości żołądkowych u mamy i dziecka w postaci wzdęć i gazów. Sceptycznie podchodziłabym również do herbatek dla karmiących w granulatach, z racji bardzo dużej zawartości cukru.
Drugą opcją z apteki jest Femaltiker i ten preparat szczerze polecam. Popijałam go w momentach kryzysu laktacyjnego, kiedy miałam wrażenie, że pokarmu jest mniej i działał, jak obiecano. Zawiera on słód jęczmienny, który prowadzi do wzrostu poziomu prolaktyny, czyli podstawowego hormonu regulującego laktację. Dodatkowy plus ode mnie za smak. Można było wypić go z przyjemnością, bez katowania się smakiem i zapachem ziółek. No ale to już kwestia gustu ;)

A Wy macie swoje sprawdzone sposoby na karmienie piersią? A może zgadzacie się z moimi typami? Jeśli tak, kliknijcie: lubię to :) Będę wiedzieć, że jest nas więcej :)

Czy wiesz czym smarujesz siebie i dziecko? O szkodliwych składnikach kosmetyków.

Obecnie, co mnie bardzo cieszy,  coraz silniej rozwija się trend, by czytać etykiety przed zakupem produktów. Dotyczy to zarówno produktów s...

Obecnie, co mnie bardzo cieszy,  coraz silniej rozwija się trend, by czytać etykiety przed zakupem produktów. Dotyczy to zarówno produktów spożywczych, jak i kosmetyków. Dzisiaj chciałam wspomnieć o tych drugich, jako, że również są częścią mojej pracy. W końcu na ogół po kosmetyki do specjalistycznej pielęgnacji niemowląt udajemy się do apteki i półki w magazynie aptecznym uginają nam się od najróżniejszych rodzajów żeli, emulsji, balsamów i szamponów dla dzieci. Czy wszystkie są warte uwagi i wydawanych na nie pieniędzy? Niekoniecznie. Wiele z nich zawiera substancje, które mogą być szkodliwe, a wręcz toksyczne. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w przypadku kosmetyków drogeryjnych.



 Poniżej przedstawiam listę substancji, które można znaleźć w kosmetykach, zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci, a które mają udowodnione szkodliwe działanie lub są o nie podejrzane.

* Dioksan (1,4-dioxane) - substancja pełniąca funkcję rozpuszczalnika, ale także powstająca w wyniku reakcji chemicznych innych składników kosmetyku. Stąd może nie być jej na etykiecie, podczas gdy niestety faktycznie jest tam jako zanieczyszczenie.  Dlaczego to źle? Ma on działanie drażniące, wywołuje przesuszenie skóry i stan zapalny. Dodatkowo dobrze wchłania się przez skórę i może dawać efekty ogólnoustrojowe. Należą do nich uszkodzenie nerek, wątroby, płuc, wzroku i układu nerwowego. Jakby tego było mało, ma on potwierdzone działanie kancerogenne (rakotwórcze) i jest teratogenny, a więc przeciwwskazany w trakcie ciąży. Przenika również do mleka matki, więc wystrzegać się go powinny również karmiące. Źródłami zanieczyszczenia dioksanem są często np. PEGi i substancje z "eth" w nazwie (np. polyETHylene). Jedno z badań wykazało, że 50% kosmetyków zawierających je w składzie jest zanieczyszczonych dioksanem.




* Etanoloaminy (MEA, DEA, TEA) - wykazują działanie drażniące, a w wyniku reakcji chemicznych tworzą kancerogenne niztrozaminy.

* Formaldehyd - również znany karcynogen. Raczej nie spotyka się  go w kosmetykach dla dzieci w tej formie, ale można spotkać związki, które go uwalniają np. DMDM/MDM Hydantoin, Diazolidinyl Urea, Methenamine. Uwaga również na formaldehyd zawarty w odżywkach do paznokci. Szczególnie niepolecany oczywiście ciężarnym i karmiącym.

* Parabeny (Methyl, Ethyl, Propyl, Butyl- paraben)-  konserwanty dodawane w celu przedłużenia trwałości kosmetyku. Mogą wywoływać reakcje alergiczne, pokrzywki itp. Mogą wchłaniać się do krwi i działać ogólnie. Wykazują działanie estrogenne. Wciąż dyskutowane jest również wynikające z tego działanie rakotwórcze.

* PEG (Polyethylene Glycol, Glikol polietylenowy) - zatyka pory, powoduje pokrzywkę, świąd i pękanie naskórka, a co najważniejsze może być zanieczyszczony wspomnianym wyżej dioksanem.

* SLS (Sodium Lauryl Sulfate)  i SLES (Sodium Laureth Sulfate) - syntetyczne detergenty popularnie wykorzystywane ze względu na niską cenę i dobre właściwości pianotwórcze. Powodują przesuszenie skóry, podrażnienie, świąd. Zaburzają pracę gruczołów. Mają działanie drażniące na oczy. Powodują łamliwość i rozdwajanie się włosów. Mogą być skażone rakotwórczym dioksanem. Postuluje się ich działanie mutagenne, kancerogenne oraz wpływ na gospodarkę hormonalną.

* Phenoxyethanol - wywołuje pokrzywkę i wypryski

* Talk -  ta niewinnie wyglądająca i kiedyś popularnie stosowana substancja ma udowodnione działanie rakotwórcze- stosowana w okolicach intymnych powoduje kilkukrotny wzrost ryzyka zachorowania na raka jajnika

* Oleje mineralne, parafina- bardzo często stosowane w kosmetykach dla dzieci. Nie są aż tak niebezpieczne jak poprzednicy, ale zatykają pory, absorbują kurz i bakterie, uniemożliwiają oddychanie skóry i wydzielanie potu. Nie regenerują skóry, a jedynie natłuszczają ją powierzchniowo, przy czym uniemożliwiają wnikanie w nią innych substancji aktywnych obecnych w kosmetyku. Bezpieczeństwo olei mineralnych również jest dyskutowane, ze względu na możliwe zanieczyszczenia np. PAHs, które to wg badań zwiększają ryzyko rozwoju raka piersi.

* Triclosan- antyseptyk, który stosowany długotrwale działa rakotwórczo. Jest również teratogenny. Zakazany w ciąży i przy karmieniu piersią.

* Fragrance/Parfum - czyli po prostu substancje zapachowe. Pod tą nazwą mogą kryć się najróżniejsze składniki, w tym uczulające, drażniące, a nawet kancerogenne. Jeśli producent nie wymienia substancji z nazwy, to może to być dosłownie wszystko...




Przygotowując się do tego wpisu przeczytałam wiele artykułów i publikacji znalezionych zarówno na polskich, jak i zagranicznych stronach. Sprawa jest skomplikowana, bo w grę wchodzą duże pieniądze jakie zarabiają koncerny, a wtedy ciężko o obiektywne fachowe opinie i łatwo popaść w skrajności. "Niezależni" naukowcy kontra teorie spiskowe i komu wierzyć? Jedni odpierają argumenty drugich i walka trwa. Moim zdaniem, lepiej dmuchać na zimne i ograniczać szkodliwe składniki. Zwłaszcza, że trzeba pamiętać o tym, że eksponujemy się na nie codziennie przez wiele lat, a nie jest to jednorazowe użycie.  Trzeba wziąć pod uwagę ryzyko kumulacji toksyn w organizmie i pamiętać, że skóra dzieci jest dla nich bardziej przepuszczalna. Kolejną grupą, która powinna być szczególnie ostrożna są kobiety w ciąży i karmiące ze względu na ryzyko uszkodzenia płodu i przenikania toksyn do mleka.
 Ja z kosmetyków dla dzieci stosuję tylko to, co konieczne tzn. nie nacieram ich profilaktycznie żadnymi balsamami, emulsjami czy kremami skoro nie mają problemowej skóry. Stosuję jedynie płyny do kąpieli i szampony, a kremy na konkretne problemy tzn. w razie wysypki czy odparzenia. Specyfiki myjące staram się dobierać tak, żeby zawierały jak najmniej składników z powyższej listy. A jaka jest Wasza taktyka? Co znaleźliście na etykietach Waszych kosmetyków?


Karmienie piersią a leki cz.II

 Dzisiaj przechodzimy do konkretów, a więc: które leki karmiąca mama brać może, a których nie powinna. Na początek powtórzę za ulotką- przed...

 Dzisiaj przechodzimy do konkretów, a więc: które leki karmiąca mama brać może, a których nie powinna. Na początek powtórzę za ulotką- przed zażyciem skonsultujcie się z lekarzem lub farmaceutą. To co opiszę to tylko wskazówki, a ostateczna decyzja, o zastosowaniu lub nie, zależy od wielu indywidualnych czynników. Dlaczego? O tym było m.in. w I części. Tam też znajdziecie opisane kategorie ryzyka laktacyjnego (czyli L, którym będę posługiwać się dzisiaj).





PRZECIWGORĄCZKOWE / PRZECIWBÓLOWE

  • ibuprofen – L1
  • paracetamol - L1
  • diklofenak - L2
  • metamizol - L3
  • Aspiryna – L3

Najbezpieczniej wybrać paracetamol lub ibuprofen. Ten drugi zadziała również przeciwzapalnie. Diklofenak rezerwowałabym dla dokuczliwych bóli kręgosłupa, a aspirynę i metamizol (czyli Pyralgin) w okresie karmienia odstawiamy.


WYBRANE LEKI DOSTĘPNE TYLKO NA RECEPTĘ

  • PRZYKŁADY BEZPIECZNYCH ANTYBIOTYKÓW: Amoksycylina, Ampicylina, cefaklor, cefadroksyl – L1
  • nystatyna (przeciwgrzybicza)- L1
  • budezonid wziewny (Pulmicort, Nebbud)- L1, ale
  • Budezonid + formoterol (Symbicort) – L3


LEKI PRZECIWALERGICZNE:

  • loratadyna (Flonidan) - L1
  • Cetyryzyna (Allertec)– L2
  • desloratadyna (Aerius) - L2
  • feksofenadyna (Allegra) - L2
  • lewocetyryzyna (Lirra) -L3
  • Klemastyna (Clemastinum)– L4


ZAPARCIA

  • laktuloza - można bezpiecznie stosować
  • Bisacodyl – L2
  • olej rycynowy – L3
  • liść senesu - L3


KASZEL

  • dextrometorfan (Acodin)– L1
  • kodeina (Thiocodin)- L3 ryzyko depresji oddechowej u niemowląt, kumulacji w organizmie
  • guajafenezyna (Guajazyl, Sudafed muco)– L2
  • ambroxol (Flavamed, Mucosolvan)- brak badań, długi okres półtrwania, przechodzi do mleka
  • bromoheksyna (Flegamina) - nie zalecana
  • acetylocysteina (ACC)- brak badań, ma małą masę cząsteczkową, więc prawdopodobnie przenika do mleka
  • Syrop islandzki, Hederasal- bezpieczne
  • inhalacje z soli fizjologicznej - bezpieczne


BÓL GARDŁA

  • lidokaina -L2
  • benzokaina - L2
  • salicylan metylu (Olbas pastilles)- L3
  • benzydamina- (Septolux, Tantum verde)- prawdopodobnie bezpieczna
  • flurbiprofen (Strepsils intensive)- bezpieczny
  • chlorek benzalkoniowy (Septolete)- brak danych, nie stosować
  • chlorek cetylpirydyny (Halset, Septolete plus)- brak danych, nie stosować
  • chlorchinaldol (Chlorchinaldin) -brak danych
  • salicylan choliny (Cholinex)- nie stosować
  • szałwia- powoduje zmniejszenie laktacji
  • preparaty z porostu islandzkiego np. Isla- bezpieczne


KATAR

  • chlorfeniramina - L3
  • pseudoefedryna (Sudafed) - L3, powoduje znaczny spadek ilości mleka
  • fenylefryna (Febrisan, Theraflu) -L3
  • woda morska, inhalacje z soli fizjologicznej- bezpieczne
  • preparaty z xylomethazoliną, oxymethazoliną stosowane miejscowo- w sprayu- można doraźnie stosować przez max. 5 dni, dla bezpieczeństwa lepiej w mniejszej dawce
  • maść majerankowa- bezpieczna


LEKI WSPOMAGAJĄCE W PRZEZIĘBIENIU

  • jeżówka- przeciwwskazana
  • czosnek- może nadawać mleku charakterystyczny zapach, ale nie jest przeciwwskazany
  • wit. C – L1, bezpieczna




Karmienie piersią a leki cz. I

Karmienie piersią jest naturalnym sposobem żywienia niemowlaka, który przynosi całe mnóstwo korzyści dla dziecka. Można by o tym napisać ca...

Karmienie piersią jest naturalnym sposobem żywienia niemowlaka, który przynosi całe mnóstwo korzyści dla dziecka. Można by o tym napisać cały osobny artykuł, ale nie samo karmienie będzie dzisiejszym moim tematem, lecz to co często martwi karmiącą matkę borykającą się z różnymi dolegliwościami, czyli jak bezpiecznie się leczyć nie przerywając karmienia. W końcu WHO zaleca wyłączne karmienie piersią do 6 miesiąca życia dziecka, a wielu mamom udaje się karmić o wiele dłużej, więc przez tak długi czas każdej z nas zdarza się ból głowy, przeziębienie lub inna choroba.




Na początek kilka ogólnych rad:

  • To, że zachorowałaś i musisz brać leki nie zawsze oznacza, że musisz odstawić dziecko od piersi. Wiele leków jest bezpiecznych przy karmieniu,a jeśli akurat nie można takiego zastosować to można walczyć o laktację odciągając pokarm i wracając do karmienia, kiedy jest to już bezpieczne.
  • Przed zażyciem leku, który dostępny jest tylko na receptę skonsultuj się ze swoim zaufanym lekarzem.
  • Na to czy zastosowanie leku będzie bezpieczne ma również wpływ to w jakim wieku jest dziecko i jak często jest karmione. Inną ilość leku dostanie w pokarmie dziecko karmione co 2 godziny, a inną takie, które ma już rozszerzoną dietę i karmione jest piersią 1-2 razy dziennie.
  • Dużo bezpieczniejsze są leki stosowane miejscowo, gdyż do organizmu matki wchłaniają się w niedużym stopniu, a w jeszcze mniejszym docierają do dziecka w pokarmie.

Kluczową rolę dla przenikania leku do mleka ma jego farmakokinetyka. Brzmi to pewnie dla większości z Was raczej obco, ale dla lepszego zrozumienia tematu spróbuję to przybliżyć:

  • lipofilność, czyli dobra rozpuszczalność w tłuszczach
    Leki lipofilne będą w większej ilości obecne w mleku matki, gdyż jest ono emulsją zawierającą tłuszcze. Należy jednak wziąć też pod uwagę czas karmienia, gdyż w początkowej fazie pokarm zawiera większą ilość wody, stopniowo z czasem zmieniając się w bardziej tłusty. Inaczej więc sytuacja wygląda, gdy dziecko je krótko a często, a inaczej gdy długo i rzadko.
  • Wiązanie z białkami osocza.
    Najkorzystniej dla karmiącej jest, gdy lek w jak największym stopniu wiąże się z białkami osocza. Oznacza to bowiem, że zostaje w organizmie matki, a nie przechodzi do mleka.
  • Masa cząsteczkowa leku
    Im masa mniejsza, tym cząsteczka leku łatwiej przechodzi do mleka.
  • Okres półtrwania, który pozwala nam określić bezpieczny odstęp między zażyciem leku a karmieniem. Im krótszy okres półtrwania ma lek, tym lepiej, bo po pierwsze możemy szybciej karmić, a po drugie oznacza to, że mniejsze jest ryzyko jego kumulowania się w organizmie matki i dziecka.
  • Wskaźnik iloraz mleko/osocze
    Można odnaleźć dane podające te wskaźniki dla konkretnych leków. Przyjmuje się, że bezpieczne są leki o ilorazie M/O mniejszym niż 1, jednak nie jest to jedyny wyznacznik, którym należy się kierować.

Dla leków stosowanych przy laktacji stworzono analogiczną skalę, jak w przypadku stosowanych w ciąży, o których już pisałam. Nazywane są one kategoriami ryzyka laktacyjnego wg prof. Hale'a:

L1 „najbezpieczniejsze”
Grupa ta obejmuje leki, które były przyjmowane podczas laktacji przez dużą liczbę matek bez żadnego zaobserwowanego negatywnego efektu u karmionego dziecka. Na lekach z tej grupy były przeprowadzane badania wśród matek karmiących piersią, które nie wykazały ryzyka dla dziecka ani możliwości odległego działania szkodliwego. Obejmuje także produkty lecznicze niedostępne drogą doustną dla dziecka.

L2 „bezpieczniejsze”
Grupa ta obejmuje leki, które były stosowane u ograniczonej liczby matek, które nie wykazały działań niepożądanych u karmionych dzieci. Grupę tą stanowią także leki, dla których istnienie ryzyka po zastosowaniu leku jest mało prawdopodobne.

L3 „prawdopodobnie bezpieczne”
Nie istnieją kontrolowane badania na grupie kobiet karmiących piersią, jednakże ryzyko niepożądanego działania leku u karmionego dziecka jest możliwe. Tyczy się także leków, dla których badania wykazały tylko minimalny niezagrażający efekt niepożądany. Lek należący do tej grupy powinien być podany tylko wtedy, gdy korzystny efekt przewyższa ryzyko, które niesie dla karmionego dziecka. Ponadto wszystkie nowe leki, które nie mają przeprowadzonych odpowiednich badań, są automatycznie kwalifikowane do tej grupy, co jest niezależne od tego, jak bardzo mogą być bezpieczne dla karmionego dziecka.

L4 „prawdopodobnie szkodliwe”
Dla leków z tej grupy istnieją dowody szkodliwego wpływu na karmione dziecko albo wytwarzanie mleka, jednakże korzyści z ich zastosowania u matek karmiących mogą być akceptowalne pomimo ryzyka dla dziecka (np. jeżeli zastosowanie leku jest niezbędne dla ratowania życia albo z powodu zagrażającej poważnej choroby, w sytuacji, w której nie ma możliwości zastosowania innego, bezpieczniejszego preparatu lub jest on nieskuteczny).

L5 „szkodliwe”
Badania na grupie matek karmiących piersią wykazały istotne i udokumentowane ryzyko dla dziecka w oparciu o doświadczenia na ludziach. Grupę tą stanowią także leki o wysokim ryzyku szkodliwości dla dziecka. Ryzyko zastosowania leku z tej grupy u kobiety karmiącej piersią stanowczo przewyższa każdą możliwą korzyść z karmienia. Leki z tej grupy są przeciwwskazane u kobiet karmiących piersią.


To tyle tytułem wstępu. W kolejnej części zamieszczę konkretne przykłady. Do poczytania już wkrótce :)