Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty

Odrobaczanie dzieci bez recepty. Co warto wiedzieć?

Zauważyłam ostatnio nową modę na profilaktyczne odrobaczanie dzieci. Bez wizyty u lekarza, bez badań, raz bądź dwa razy w roku, na wszelki...

Zauważyłam ostatnio nową modę na profilaktyczne odrobaczanie dzieci. Bez wizyty u lekarza, bez badań, raz bądź dwa razy w roku, na wszelki wypadek. Przyznam, że mam mocno mieszane uczucia w tym temacie, ponieważ po pierwsze: leki przeciwpasożytnicze nie są znowu aż tak łagodnymi i obojętnymi dla organizmu lekami, by stosować je bez żadnych wskazań, a po drugie: nie każdy lek działa na każdego pasożyta, więc jeśli nie znamy wroga to jak z nim skutecznie walczyć? Faktem jest, że dzieci są szczególnie narażone na zakażenia pasożytnicze, bo piaskownice, przedszkola czy żłobki w połączeniu z braniem rączek czy zabawek do buzi, to prosta droga do zakażenia. Diagnostyka zaś jest trudna (ujemny wynik badania z kału wcale nie wyklucza obecności pasożytów, bo ciężko je wykryć) bądź kosztowna i wykonywana przez nieliczne laboratoria (badanie na przeciwciała z krwi). Dlatego najrozsądniejszą opcją wydaje mi się odrobaczanie dzieci dopiero w przypadku albo potwierdzenia zakażenia w badaniach albo występowania typowych niepokojących objawów jak np. nawracające bóle brzucha, wymioty, biegunki, zgrzytanie zębami, kaszel o niewyjaśnionej przyczynie, swędzenie w okolicy odbytu. Konsultacja z lekarzem oczywiście jak najbardziej wskazana. Niemniej od kilku miesięcy istnieje możliwość nabycia leku na robaki bez recepty, a tym samym bez konsultacji z lekarzem. Dlatego też tworzę ten wpis, aby zebrać dla Was takie małe "know how" przed samodzielnym podaniem leku.

Rodzice, którzy decydują się na odrobaczanie bez recepty mają tak naprawdę wybór między lekiem a środkami ziołowymi. W tym wypadku jednak, mimo całej sympatii do ziół, polecam nie wybierać natury. Dlaczego? Ponieważ wszystkie środki ziołowe na pasożyty, które udało mi się znaleźć (a jest ich niewiele) opierają się na piołunie i jemu podobnych ziołach goryczowych, które działają jako odstraszacze trafiając do przewodu pokarmowego. Czemu to niedobrze? Otóż nie ma gwarancji, że zniesmaczony goryczą pasożyt znajdzie taką drogę ucieczki, jakbyśmy tego chcieli. Kto pamięta ze szkoły cykle rozwojowe pasożytów, ten wie, że nie bytują one jedynie w przewodzie pokarmowym. Wystraszenie ich stamtąd może oznaczać, że uciekną np. do mięśni albo do mózgu, a to równa się dużo gorszym powikłaniom. Dlatego bezpieczniej wybrać środek, który je unieszkodliwi, a nie wystraszy.

Drugą opcją dostępną bez recepty jest Pyrantelum w zawiesinie (tabletki wciąż są na receptę). Oto kilka faktów, które warto znać przed jego zastosowaniem:

- Pyrantelum jest lekiem skutecznym w przypadku owsików, glisty ludzkiej i tęgoryjca dwunastnicy. Nie zadziała natomiast na pozostałe pasożyty, tak więc jeśli pasażerami na gapę są np. lamblie albo tasiemiec to środek ten nie wystarczy. Stąd też, tak jak pisałam, warto najpierw poznać "wroga".

- Dawkowanie również zależy od tego, z kim walczymy. Dla najpopularniejszych pasożytów, czyli owsików i glist, stosuje się schemat dwudawkowy - drugą dawkę podaje się 2-3 tygodnie po pierwszej. Wynika to z tego, że lek nie działa na wszystkie stadia rozwojowe pasożyta i trzeba dać im czas, by dojrzały i wtedy "dobić". Dawka jednorazowa  uzależniona jest od masy ciała, ale przejrzystą tabelkę znajdziecie w ulotce, więc nie będę jej tu powtarzać.

- Po otwarciu butelki lek można przechowywać przez 21 dni, co oznacza, że w przypadku dzieci zazwyczaj buteleczka wystarczy nam jeszcze na drugą powtórną dawkę.

- Lek przeznaczony jest dla dzieci powyżej 2 roku życia. Lekarz może zdecydować o podaniu go u młodszych dzieci, ale na własną rękę lepiej nie ryzykować, gdyż zastrzeżenie to wynika z ryzyka wystąpienia drgawek po podaniu leku u tak małych dzieci.

- Kuracją należy objąć całą rodzinę. Jeśli jedno z Was ma pasożyty, to z dużym prawdopodobieństwem macie je wszyscy, a żeby leczenie było skuteczne trzeba przeleczyć wszystkich jednocześnie.

- Samo podanie leku nie wystarczy. Trzeba zwrócić szczególną uwagę na higienę, a także pamiętać o zmianie pościeli, ręczników, piżam itp. rzeczy osobistych i wypraniu ich w wysokiej temperaturze.

- Pyrantelum nie nadaje się do profilaktyki. Jeśli wiesz, że w przedszkolu czy żłobku Twojego dziecka odnotowano przypadki owsicy, nie sięgaj po niego na wszelki wypadek. Nie zapobiegnie on zakażeniu. Jedyne co można zrobić w takim wypadku, to wpajać dziecku nawyk częstego mycia rączek i nie brania zabawek i paluszków do buzi, a także obcinanie krótko paznokci, żeby nie powchodziły pod nie jajeczka.

Powodzenia w walce z nieproszonymi gośćmi!

5 pułapek, które czyhają na rodzica w aptece, czyli jak nie przepłacać za leki

Czy zdarzyło się Wam, że paskudne grypsko rozłożyło po kolei całą rodzinę? Złapało młodsze dziecko, starsze dziecko, rodziców... I dla każd...

Czy zdarzyło się Wam, że paskudne grypsko rozłożyło po kolei całą rodzinę? Złapało młodsze dziecko, starsze dziecko, rodziców... I dla każdego trzeba kupić osobne leki, bo przecież nie można zastosować tego samego leku u roczniaka, co u jego brata z podstawówki albo tego samego, co dla jego taty. Czy aby na pewno tak jest? Niekoniecznie. Chociaż często sami producenci sugerują, że jest inaczej. Przeczytajcie jakie leki można zastosować zamiennie, żeby niepotrzebnie nie przepłacać, bo tak naprawdę to tylko chwyt marketingowy, a TO DOKŁADNIE TO SAMO. Skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać?


1. Nurofen Junior od 6 lat vs. Nurofen Forte od 3 miesiąca życia

 


Czy gdy pociecha kończy 6 lat trzeba automatycznie przestawiać się na wersję junior, bo forte będzie już za słaba? Nie. Bynajmniej. Oba syropy mają bowiem ten sam skład, tę samą dawkę ibuprofenu. Wystarczy zatem jedna wspólna butelka- zarówno dla malucha, jak i dla starszaka. Wersja Junior to tylko chwyt marketingowy.

2. Mucosolvan mini od 1 roku życia vs. Mucosolvan

 


Czy dla malucha musimy kupić wersję mini, a dla starszaka i dla siebie zwykłą? Nie. "Zwykły" Mucosolvan również przeznaczony jest dla dzieci od 1 roku życia. Trzeba tylko zwrócić uwagę na dawkowanie, bo jest to wersja bardziej stężona, co akurat w wypadku dzieci, które mało chętnie przyjmują leki, może być dużym plusem. Czytelna tabelka z dawkowaniem jest na opakowaniu, więc nie ma problemu. Poza tym jedyną różnicą jest smak. Zwykły jest waniliowo-truskawkowy, a mini o smaku owoców leśnych (moje małe człowieki mówią, że ble ;) ). Podsumowując- na mokry kaszel wystarczy jeden syrop dla całej rodziny.

3. Pelavo multi 3+ vs. Pelavo multi 6+



Tutaj podobna sytuacja jak poprzednio. Czy dla starszaka musimy kupić 6+, a dla młodszego 3+? Niekoniecznie. Te syropy (stosowane przy przeziębieniu) mają ten sam skład, nawet jeśli chodzi o substancje pomocnicze, a różnią się jedynie dawką- jest równo 2 razy większa w 6+ niż w 3+. Tak więc, jeśli mamy dwóch chorych delikwentów w domu, to wystarczy zakupić jeden wybrany syrop i podać odpowiednio albo połowę dawki młodszemu (jeśli mamy 6+) albo podwójną dawkę starszemu (jeśli mamy 3+). Wyjdzie na to samo.

4. Strepsils Junior vs. Strepsils "dla dorosłych" z miodem i cytryną


Jeśli gardło boli i Ciebie i pociechę, to musisz wziąć oba opakowania pastylek do ssania? Tylko, jeśli dostaniesz od młodocianej pociechy wytyczne, że muszą być truskawkowe, ponieważ smak jest jedynym,co różni te tabletki. Skład mają ten sam i obie wersje można stosować od 6 roku życia.

5. Nurofen od 6 lat w tabletkach vs. "zwykły" Nurofen w tabletkach



Czym się różnią te tabletki? Jest jedna podstawowa, bardzo istotna różnica. Jaka? Cena. Za wersję dla dzieci na pewno zapłacicie więcej. Tymczasem ma ona tę samą dawkę (200mg) ibuprofenu, co "dorosła" wersja, a nawet tabletki wyglądają tak samo. Tak więc dla dzieci w wieku szkolnym i dla siebie można spokojnie kupić jedno opakowanie leku.

7 najczęściej popełnianych błędów podczas stosowania antybiotyków

1. Stosowanie antybiotyku na własną rękę Często zdarza się, że w domu zostaje resztka antybiotyku po poprzedniej chorobie albo życz...


1. Stosowanie antybiotyku na własną rękę


Często zdarza się, że w domu zostaje resztka antybiotyku po poprzedniej chorobie albo życzliwa koleżanka użyczy nam lek, który akurat ma w domu. Źródła mogą być różne, ale efekt często bywa ten sam- zaczyna mnie rozkładać choroba, więc wezmę antybiotyk, żeby się bardziej nie rozchorować. Bez konsultacji z lekarzem. Błąd! Nie jesteśmy w stanie sami się zdiagnozować i określić, czy dana choroba wymaga zastosowania antybiotyku czy nie. Ponadto jeden antybiotyk nierówny drugiemu i na różne infekcje wskazane są różne grupy antybiotyków, które działają na określone szczepy bakterii. Najbezpieczniej, jeśli wyboru dokona jednak zaufany lekarz, a nie my sami. Ponadto wiele osób ma alergie na niektóre antybiotyki. Biorąc lek, który z powodzeniem stosowała koleżanka możesz narazić się na poważne zagrożenie zdrowia, a nawet życia, jeśli u Ciebie akurat jest on przeciwwskazany. Ty nie musisz pamiętać nazw handlowych wszystkich odpowiedników leku, na który masz alergię, ale lekarz musi przed wypisaniem recepty sprawdzić, czy możesz dany lek bezpiecznie zażywać.

2. Stosowanie antybiotyku na przeziębienie lub grypę


Antybiotyki to leki przeciwbakteryjne, czyli działają na bakterie, a na wirusy już nie. Tymczasem przeziębienie i grypa to choroby wirusowe. Antybiotykiem ich nie wyleczymy i możemy sobie jedynie zaszkodzić.

3. Wcześniejsze zakończenie terapii


Lekarz zleca nam 7 dni kuracji antybiotykowej. Tymczasem już po 2 dniach widzimy poprawę, więc co robimy? Odstawiamy lek. Błąd! Po zastosowaniu antybiotyku objawy choroby mogą ustąpić dość szybko, ale nie znaczy to, że została ona już całkiem wyleczona. Kurację trzeba skończyć, aby "wybić" wszystkie bakterie i nie nabawić się nawrotu choroby i to w dodatku oporniejszej na leczenie.

4. Nieregularne stosowanie antybiotyku


Weźmy sobie za przykład najczęstsze dawkowanie antybiotyków, czyli 2 razy dziennie. Pierwszą dawkę wzięliśmy rano przed pracą (no chyba że dostąpiliście zaszczytu zwolnienia lekarskiego ;) ), to drugą weźmiemy jakoś wieczorem. Może przy kolacji, a może przed snem. Wszystko jedno. Kiedy się przypomni. Tak? Otóż nie. Antybiotyki powinno przyjmować się regularnie co do godziny, czyli w tym wypadku co 12h. Pierwsza dawka o 7 rano? To druga o 19. Dlaczego? Bo to gwarantuje skuteczność leczenia. Przez ten czas stężenie leku we krwi jest odpowiednie, aby utrzymać jego działanie. Gdy weźmiemy lek zbyt późno, następuje przerwa w działaniu i bakterie mają czas by się namnażać. Tym samym leczenie jest mniej skuteczne. Gdy zaś weźmiemy go zbyt wcześnie, to dawki niepotrzebnie nałożą się na siebie. Takie wahania stężenia leku we krwi zaburzają leczenie i prowadzą do rozwoju oporności bakterii na antybiotyki.

5. Złe przechowywanie


Ten punkt dotyczy antybiotyków dla dzieci. Docelowo mają one postać zawiesiny, którą należy zazwyczaj samemu przygotować. Po przygotowaniu w wielu przypadkach należy przechowywać ją w lodówce. Warto zwrócić na to uwagę.

6. Brak zastosowania probiotyku


Antybiotyki niestety nie potrafią działać wybiórczo i niszczyć tylko bakterii chorobotwórczych. Trafiając do przewodu pokarmowego niszczą również jego pozytywną mikroflorę, co może skutkować biegunkami, wymiotami, bólami brzucha, ale także spadkiem odporności, a nawet, na dłuższą metę, rozwojem alergii. Dlatego warto uzupełniać bakterie probiotyczne, pamiętając jednak o zachowaniu odstępu 2 godzin pomiędzy probiotykiem a antybiotykiem.

7. Interakcje z posiłkami i napojami


Najłatwiej i najlepiej zapamiętać, by wszystkie leki popijać wodą. Dotyczy to nie tylko antybiotyków. Szczególnie unikać trzeba soków owocowych, z naciskiem na sok grejpfrutowy, który potrafi sporo namieszać w przyswajaniu leków. Nie bez znaczenia bywa również jedzenie. Warto zwrócić uwagę, co w tej kwestii zaleca ulotka, gdyż niektóre antybiotyki nie są wchłaniane w obecności pokarmu. Szczególnie dotyczy to pokarmów bogatych w wapń, magnez, żelazo, takich jak m.in. mleko i jego przetwory: jogurty, kefiry itp. Dlatego też taktyka: "dodam dziecku antybiotyk do mleka, żeby chętniej wypiło", może być w wielu przypadkach błędna. Bo cóż z tego, że wypije, skoro lek i tak nie zadziała? Jeśli macie wątpliwości, zerknijcie do ulotki. Tam zawsze uprzedzają o takich interakcjach.

Zaparcia u dzieci. Jak z nimi walczyć?

Jakiś czas temu pisałam już o radzeniu sobie z biegunką u dzieci. Teraz przyszła kolej na odwrotną dolegliwość, czyli zaparcia. Długotrwałe...

Jakiś czas temu pisałam już o radzeniu sobie z biegunką u dzieci. Teraz przyszła kolej na odwrotną dolegliwość, czyli zaparcia. Długotrwałe zaparcia lub te występujące u małych dzieci, zawsze warto skonsultować z pediatrą. Następnie pierwszym krokiem powinno być przyjrzenie się diecie dziecka - czy nie ma w niej zbyt wielu słodyczy, czy jest bogata w błonnik, czy występują w niej owoce i warzywa oraz czy dziecko dużo pije. Skutecznym domowym sposobem na zaparcia są suszone śliwki. Co jednak jeśli zmiana diety nie wystarcza? Przedstawię Wam dostępne bez recepty preparaty do stosowania u dzieci, które pomogą Wam w walce z zaparciami nie będącymi powikłaniami innych chorób. Możecie stosować je, aby trochę ulżyć dziecku, gdy ma problemy z wypróżnianiem, ale pamiętajcie, że im rzadziej będziecie je stosować, tym lepiej. Chodzi o to, by nie rozleniwić układu pokarmowego i by umiał sobie sam radzić z wydalaniem.



Oto środki, które można stosować u dzieci:


Czopki glicerolowe 1g
Działają drażniąco na końcowy odcinek przewodu pokarmowego, co prowadzi do efektu przeczyszczającego po ok. 15 do 60 minutach po zaaplikowaniu. Należy je stosować tylko doraźnie, nie długotrwale. Poniżej 3 roku życia stosuje się pół czopka jednorazowo, 3-6 lat: 1 do 2 czopków, powyżej 6 r.ż.- 2 czopki.

Lactulosum
Lek przeczyszczający o działaniu osmotycznym, w syropie. Stosuje się go na czczo, przed posiłkiem. Dawki dla dzieci to odpowiednio:
- niemowlęta: 2,5ml na dobę
- dzieci do 3 roku życia: 5ml na dobę
- po 3 r.ż.: 5-15ml na dobę
Jest środkiem stosunkowo bezpiecznym. U dzieci czasami może powodować wzdęcia. Nie jest wskazany w przypadku nietolerancji laktozy.

Dicopeg junior
Składnikiem aktywnym jest makrogol 3350. Oznacza to, że jest to środek o osmotycznym działaniu przeczyszczającym, czyli nie jest wchłaniany w jelitach, jest wydalany w niezmienionej formie. Nie podrażnia również śluzówki przewodu pokarmowego. Jego działanie polega na zmiękczeniu stolca, co ułatwia wypróżnianie. Dlatego też jest bezpieczny dla dzieci już od 6 miesiąca życia.
Ma formę saszetek, których zawartość rozpuszcza się w wodzie i wypija. Powinno się zachować długi odstęp od posiłku.

Xenna Balance Junior
Ma dokładnie takie samo działanie i skład jak Dicopeg Junior, tak więc: patrz wyżej.

Nasiona lnu/len mielony
Len działa regulująco, powlekająco na przewód pokarmowy. Ze względu na dużą zawartość śluzów ma właściwości poślizgowe i przyspiesza perystaltykę. Można go stosować na 2 sposoby:

1. Całe nasiona lnu zalewa się gorącą wodą lub gotuje przez chwilę, a następnie przecedza i podaje się dziecku powstałą śluzową "galaretkę".

2. Nasiona mieli się lub kupuje gotowe zmielone (chociaż najlepsze właściwości mają, gdy są mielone na świeżo) i łyżeczkę powstałego proszku dodaje do jedzenia np. do jogurtu.

Ważne, by nie stosować więcej niż 1 łyżeczkę lnu dziennie, ze względu na obecność glikozydów cyjanogennych.
Efekt w przypadku lnu nie jest spektakularny, tak więc to, że nie zadziała już po pierwszym użyciu, nie oznacza, że wcale nie jest skuteczny.

Probiotyki
Regulują pracę przewodu pokarmowego. Wiemy już, że mogą być przydatne w przypadku biegunki, ale nie tylko. Zaburzona mikroflora jelitowa może prowadzić także do zaparć, tak więc w przypadku tego typu problemów zawsze warto włączyć dobry probiotyk. Jak go wybrać pisałam tutaj

Melilax Pediatric
Mikrowlewki, czyli nazwijmy to po imieniu- mini-lewatywy dla dzieci na bazie naturalnych składników- miodów, polisacharydów z aloesu i ślazu dzikiego. Dzięki obecności śluzów i dużej lepkości, chronią błonę śluzową podczas wypróżnienia. Można stosować u niemowląt i dzieci (oczywiście jeśli nie mają alergii na żaden ze składników).

Błonnik dla dzieci
Istnieją specjalne błonniki w proszku dedykowane dzieciom, często wzbogacone o bakterie probiotyczne. Warto pamiętać, że działanie błonnika polega na pęcznieniu i zwiększeniu objętości masy kałowej. Toteż, aby był skuteczny, warunkiem koniecznym jest przyjmowanie dużej ilości płynów. W przeciwnym wypadku możemy osiągnąć efekt przeciwny do zamierzonego. Jeśli więc Twoje dziecko pije niechętnie i w niedużych ilościach, to błonnik nie jest dla niego dobrym rozwiązaniem.

A Wy macie jakieś sprawdzone sposoby na zaparcia u dzieci? Jeśli tak, to podzielcie się nimi w komentarzach :)

Przeziębienie. O czym nie można zapominać?

Pamiętacie może jak w dzieciństwie, gdy złapaliście katar, Wasza babcia zaraz orzekała, że to dlatego, że nie założyliście czapki/podkoszul...

Pamiętacie może jak w dzieciństwie, gdy złapaliście katar, Wasza babcia zaraz orzekała, że to dlatego, że nie założyliście czapki/podkoszulki/ciepłego golfa? Ja nie raz to słyszałam. Wśród starszego pokolenia wciąż pokutuje przekonanie, że przeziębienie bierze się z wyziębienia i że chorujemy dlatego, że nie dbamy o siebie. Myślę, że tak mocno utartego przekonania już nie zmienimy, ale niedawno, czytając pewne forum, ze zgrozą stwierdziłam, że ten mit przeniósł się także na kolejne pokolenia i ewoluował w niebezpieczny sposób. Stąd też dzisiaj poświęcę chwilę chorobie powszechnie nazywanej przeziębieniem.



Przeziębienie jest potoczą nazwą choroby górnych dróg oddechowych objawiającej się nieżytem nosa (katarem), bólem gardła, kaszlem, niekiedy gorączką. Wywołują je WIRUSY, najczęściej te zwane rhinowirusami. Tak więc jest to choroba ZAKAŹNA i nie chorujemy, bo nie założyliśmy czapki, ubraliśmy się zbyt chłodno lub nie dbaliśmy o siebie. Chorujemy, bo ktoś nas zaraził. Bo w pracy, szkole, przedszkolu czy autobusie spotkaliśmy kogoś chorego, kto "sprzedał" nam swojego wirusa. Nie musimy więc robić sobie wyrzutów (bądź ich pokornie wysłuchiwać), dlatego, że nasze dziecko znowu nabawiło się kataru. Wirusoodporni występują tylko w reklamie szczepionki przeciw grypie. Zwykli śmiertelnicy czasem ulegają wirusom i kończą z przeziębieniem. Niezależnie od obecności podkoszulki ;)

Nieprawdą jest również, że przeziębieniem nie zarażamy. Nieprawda, że skoro to "tylko przeziębienie" to można iść odwiedzić koleżankę, która ma w domu noworodka. Nieprawda, że nie stanowimy zagrożenia dla osób o osłabionej odporności. Tak samo, nieprawda, że Wasze przeziębione dziecko, kiedy pójdzie do przedszkola to nie zarazi swoich koleżanek i kolegów. Zarazi. Bo wbrew temu, co mówi Wam jego babcia, to ten katar nie jest dlatego, że nie miało podkoszulki. Jest dlatego, że do organizmu dostał się wirus. Podkoszulki i czapki innych przedszkolaków również nie uchronią ich przed zasmarkanym kolegą, który jest "tylko przeziębiony". Właśnie dzięki takiemu myśleniu, kiedy zaczyna się szkoła/przedszkole setki rodziców myślą sobie: "O nie, znowu zacznie się chorowanie...". I tak niestety jest. Bo zawsze w grupie znajdzie się takie dziecko, które jest "tylko przeziębione" i przekazuje wirusa dalej. Znajdą się również te, które zostały zapobiegawczo ubrane na bałwanka, żeby przypadkiem się nie przeziębiły. Te pewnie jeszcze szybciej zachorują, bo przegrzewanie jest de facto gorsze niż wychłodzenie. Pamiętajcie, że to, że Wasze dziecko choruje, nie oznacza, że musicie założyć mu jeszcze dodatkową parę skarpet na rajtuzy... Nie tędy droga do odporności. Zupełnie nie tędy. 

Dlatego też, zaklinam Was, pamiętajcie, że wszelkie infekcje dróg oddechowych mają zazwyczaj tylko dwie przyczyny: wirusy lub bakterie. Jedne i drugie zarażają. Tak więc, Wasze czy dziecka przeziębienie, przestaje być tylko Waszą sprawą w momencie, gdy decydujecie się bywać w miejscach publicznych czy odwiedzać rodzinę lub znajomych. Chora babcia w odwiedzinach u niemowlaka to nie jest dobry pomysł. Przeziębiona babcia to wciąż CHORA, a nie nie dbająca o siebie babcia.

Skoro już wspomniałam o bakteriach, to warto pamiętać również o drugim, powszechnym błędzie- antybiotyk na przeziębienie. Przeziębienie i grypa to choroby wirusowe. Antybiotyk to lek na bakterie. Nie działa na wirusy. Przeziębienia nie leczymy antybiotykami, bo możemy sobie co najwyżej zaszkodzić. Łapie mnie katar, a w apteczce mam jeszcze resztkę antybiotyku, więc wezmę na wszelki wypadek? W żadnym wypadku. Antybiotyk to ostateczność, którą stosuje się dopiero przy bakteryjnych powikłaniach. I to na wyraźne zalecenie i z przepisu lekarza. I tego się trzymajmy!

Mimo panującego wyjątkowo złośliwego przeziębienia, zdrówka Wam życzę i jeśli jednak Was dopadnie, to pamiętajcie: to wirus, a nie zimno Was dopadło! ;)

Moja walka z ospą u dzieci i rady jak to przetrwać

Mogę już powiedzieć, że nasza wojna z ospą po miesiącu chorowania zbliża się ku końcowi. Wprawdzie Mały Człowiek jeszcze wciąż jest wys...


Mogę już powiedzieć, że nasza wojna z ospą po miesiącu chorowania zbliża się ku końcowi. Wprawdzie Mały Człowiek jeszcze wciąż jest wysypany, ale krostki zmieniły się już w strupki, więc jesteśmy na ostatniej prostej. Starsza siostra, którą dopadło pierwszą, już całkiem zdrowa. Dlatego też mogę trochę podsumować to, czego można się spodziewać przy wiatrówce i jak sobie z nią radzić. Przede wszystkim jak walczyć z wysypką i swędzeniem, a czego unikać.

Co warto wiedzieć o ospie?


Ospa wietrzna jest chorobą mocno zakaźną, wirusową, a wirusy przenoszą się drogą kropelkową. Wystarczy więc przebywanie w tym samym pomieszczeniu, wspólna zabawa itp. by się zarazić. Chory zaraża już na 2-3 dni przed wystąpieniem pierwszych objawów. Nie zaraża już, gdy na skórze pozostają tylko zaschnięte strupki. Niemniej nawet po chorobie trzeba na dziecko uważać, bo po ospie następuje dołek immunologiczny i przez 2-3 miesiące może ono mieć osłabioną odporność. Nie polecam również organizowania ospa-party, żeby mieć już to z głowy. Pamiętajmy, że ospa może powodować powikłania w postaci np. zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych czy zapalenia płuc.

Jakie są etapy choroby?


Na początku może wystąpić gorączka i ogólne złe samopoczucie, potem pojawiają się charakterystyczne pęcherzyki wypełnione płynem. Kolejność może też być odwrotna, bo u nas najpierw były krostki, a dopiero potem podwyższona temperatura. Krostki mogą być swędzące (a wręcz z reguły są), ale Starsza Siostra zaprzeczyła regule i nic ją nie swędziało. Młody Człowiek nie miał już tyle szczęścia...
Potem następuje kolejny etap, czyli mega wysyp. To też nie reguła, bo u niektórych kończy się na kilku krostkach. My nie mieliśmy tyle szczęścia i oboje solidnie zsypało. Trzeba liczyć się z tym, że pęcherzyki pojawiają się też na błonach śluzowych, w uszach, na skórze głowy, a nawet na narządach płciowych. Zero litości. Są wszędzie.
Mniej więcej w tym samym czasie następuje załamanie. Nie choroby, matki ;) Ja zaczęłam panikować i za jednym i za drugim razem. Za pierwszym, bo jedna krostka się paprała, wyglądała naprawdę brzydko i wystraszyłam się powikłań w postaci nadkażenia bakteryjnego. Za drugim razem dla odmiany wyszły bolesne duże węzły chłonne i pęcherzyki na powiece przy oku. Za pierwszym razem oczywiście trafiłam w długi weekend, bo jakże by mogło być inaczej... Za drugim... również w weekend. Jak dzieci chorują to zawsze jest weekend :P I tu opowiem Wam jaką pomoc otrzymaliśmy.


Ospa a służba zdrowia


Długi weekend, ospa zdiagnozowana samodzielnie i ta paskudna wielka boląca i paprząca się krosta. Doszłam do wniosku, że jednak potrzeba konsultacji lekarza i jakiegoś antybiotyku do zastosowania miejscowo. Udaliśmy się na Pogotowie, bo w moim mieście niestety coś takiego jak pomóc doraźna w przychodni nie istnieje. Pani doktor rzuciła okiem na moją córkę, po czym ochrzaniła mnie, że nie zaszczepiłam jej na ospę (szczepionka nieobowiązkowa wg kalendarza szczepień, płatna), wtedy nie miałabym problemu. Teraz ona musi zgłosić do sanepidu zachorowanie na chorobę zakaźną, a w dodatku ona pozaraża tutaj wszystkich i po co w ogóle przyjechaliśmy. Moich próśb o spojrzenie na felerną krostę nie wysłuchała, powiedziała, że z powikłaniami to do swojego lekarza do przychodni, zaleciła smarować pudrem płynnym i po minucie zakończyła wizytę. Walczyłam więc dalej swoimi sposobami, a po weekendzie zadzwoniłam do przychodni. Nie wybierałam się już z dzieckiem, bo raz ,że mojego mi było szkoda ciągnąć, gdyby miała nastąpić powtórka z rozrywki, a dwa, że pozarażałaby inne dzieci i w ogóle pół przychodni, bo gabinet pediatry jest tuż obok rejestracji. Słusznie zrobiłam, bo jedyne co mi polecono to nie co innego jak... puder płynny. Na tym zakończyłam współpracę z miejscowymi lekarzami i przy wątpliwościach, gdy Mały Człowiek zachorował zwróciłam się po konsultację online do koleżanki- pediatry (dzięki Asia :* ). Po tych przejściach naprawdę ciężko się dziwić, że mamy szukają odpowiedzi na pytanie "jak leczyć dzieci?" w internecie. Nie twierdzę oczywiście, że nie należy odwiedzać lekarza i lepiej leczyć się samemu. Bynajmniej nic takiego Wam nie radzę. Ale jestem też daleka od bezgranicznego zaufania lekarzom.


Jak walczyć z ospą?


Lekarze zalecili nam zgodnie puder płynny i tyle. Czy faktycznie to najlepsze i jedyne wyjście? Nie, nie i jeszcze raz nie. Puder płynny był stosowany za dawnych czasów, mniej więcej wtedy gdy my, rodzice, przechodziliśmy ospę. Ma on swoje plusy, bo zasusza pęcherzyki i za sprawą dodatku benzokainy i mentholu uśmierza swędzenie. Nie jest jednak lekiem idealnym. Jego wadą jest to, że zakleja zmiany, uniemożliwia ich dokładne oczyszczenie i stwarza idealne środowisko do rozwoju bakterii, co może prowadzić do powikłań. Będący bardziej na bieżąco lekarze o tym wiedzą. Kupiłam ten nieszczęsny polecany puder, ale stosowałam go tylko na początku na największe napuchnięte pęcherze na noc, żeby zapobiec drapaniu, bo Mały Człowiek źle znosił Fenistil. Skoro już jestem przy Fenistilu, to właśnie Fenistil w kropelkach działa przeciwświądowo i można się nim wspomagać, żeby dziecko się nie drapało. Warto również pamiętać o dokładnym obcięciu paznokietków.


Co jeszcze możemy zrobić?


- ubierać dziecko przewiewnie

- kąpać
Panuje mit, że w trakcie ospy się nie kąpie. Szkodliwy mit, bo higiena jest ważna żeby uniknąć zakażeń. Kąpiel nie powinna być zbyt długa, trzeba myć i wycierać delikatnie, ale nie trzeba z niej rezygnować. 

- kąpać w nadmanganianie potasu
Fioletowe kryształki dostępne w aptekach wrzuca się do wanny do uzyskania jasnoróżowego odcienia wody. Nie przesadźcie z ilością, bo dziecko Wam zbrązowieje ;)

- odkażać pęcherzyki Octeniseptem
To było moje główne oręże w walce. Na szczęście nie szczypie, więc dzieci chętnie poddawały się zabiegom. Starałam się odkażać conajmniej 2 razy dziennie, a u Małego Człowieka zmiany pod pieluszką traktuję Octeniseptem przy każdym przewijaniu, bo są one najbardziej narażone na bakterie. Zakupiłam do tego po 100szt. gazików na łebka i psikamy.

- fiolet gencjanowy, czyli pyoctanina
Osobiście nie stosowałam, ale nie znalazłam informacji, by był przeciwwskazany. Warto zakupić wodny roztwór gencjany, jeśli dziecko ma zmiany w buzi. Przy stosowaniu na skórę trzeba liczyć się ze stratami w odzieży- farbuje na fioletowo. 

- na gorączkę stosujemy TYLKO paracetamol
Pisałam już kiedyś o tym tutaj, że ibuprofen jest przeciwwskazany przy ospie. O aspirynie, o której powiedziała mi lekarka na pogotowiu, nawet nie wspominam, bo oczywiste, że jej nie stosujemy u dzieci nigdy, niezależnie od przyczyny gorączki.

Nasza walka ma się ku końcowi, chociaż skóra Małego Człowieka wymaga jeszcze zabiegów i nie wygląda zbyt ładnie, ale kryzys już za nami i śpię spokojniej. Mam nadzieję, że moje rady pomogą Wam przejść bezpiecznie przez ospę wietrzną, zwłaszcza jeśli spotkacie się z tak "dobrą" opieką zdrowotną, z jaką ja miałam wątpliwą przyjemność.

Trzymajcie się zdrowo i nie wysypkowo
Far Minka

ABC nebulizacji popularnymi lekami- Pulmicort, Nebbud, Berodual, Mucosolvan

Sezon chorobowy już w pełni, wirusy i bakterie czyhają na nasze pociechy i coraz częściej sprawiają, że wracają one z przedszkoli, szkół cz...

Sezon chorobowy już w pełni, wirusy i bakterie czyhają na nasze pociechy i coraz częściej sprawiają, że wracają one z przedszkoli, szkół czy żłobków pokasłujące. Dobrym sposobem na radzenie sobie z kaszlem są inhalacje przy pomocy inhalatora/nebulizatora. Dlaczego i kiedy są pomocne pisałam już tutaj. Dla zaczynających przygodę z inhalacjami polecam też wskazówki jak wybrać dobry inhalator (do przeczytania tutaj.) Dzisiaj zaś przejdziemy do "grubszej artylerii", czyli leków na receptę, które często wypisywane są przez lekarzy, gdy dziecko ma duszności, zapalenie oskrzeli, płuc itp. stany wymagające interwencji farmakologicznej. Tych leków jest dosłownie kilka, ale każdy z nich ma jakieś pułapki, o których warto pamiętać przy stosowaniu, a o których nie zawsze wspominają pediatrzy. Dzisiaj przybliżę Wam właściwy sposób ich stosowania, przechowywania i środki ostrożności, których trzeba przestrzegać.



PULMICORT = NEBBUD

Te dwa leki omówię razem, gdyż tak naprawdę są one odpowiednikami i mają ten sam skład i działanie.

- Substancją czynną jest budezonid, czyli lek z grupy glikokortykosteroidów. Popularnie nazywany lekiem sterydowym.

- Inhalacje tym lekiem można wykonywać za pomocą inhalatorów pneumatycznych, NIE nadają się do tego nebulizatory ultradźwiękowe

- Najlepiej do inhalacji używać ustnika, ale dozwolona jest też maseczka (wiadomo, że małego dziecka raczej nie nakłonimy do właściwego używania ustnika)

- Ponieważ jest to steryd, niesie on za sobą ryzyko wystąpienia zakażeń grzybiczych. Stąd też należy przedsięwziąć odpowiednie środki ostrożności. Po każdej inhalacji trzeba przepłukać usta z resztek leku, a gdy zastosowano maseczkę również umyć twarz. 

- W celu wykonania inhalacji można rozcieńczyć roztwór 0,9% roztworem soli fizjologicznej. Jeśli jednak dziecko ma przyjąć większą dawkę leku, a co za tym idzie płynu jest wystarczająco dużo do przeprowadzenia inhalacji to rozcieńczanie nie jest konieczne.

- Pulmicort można mieszać z ipratropium i fenoterolem, czyli składnikami Berodualu.

- Uwaga na dawki. Dawka podana na opakowaniu to ilość mg w mililitrze, a jedna ampułka ma 2ml, czyli dawka leku jest 2 razy większa. Lekarz powinien jasno wyjaśnić dawkowanie, ale dla spokojnego sumienia warto się upewnić, że podajemy tyle, co potrzeba.

- PRZECHOWYWANIE
Po otwarciu ampułki należy zużyć ją w ciągu 12h, przechowywać zawiniętą w folię aluminiową, bez dostępu światła.
Po otwarciu blistra foliowego wszystkie ampułki z tego blistra należy zużyć w ciągu 3 miesięcy, wciąż przechowując je w folii.


BERODUAL

- Lek niesterydowy. Ma za zadanie rozszerzać oskrzela.

- Do nebulizacji NIE nadaje się nebulizator ultradźwiękowy.

- Zalecaną przez lekarza ilość kropli rozcieńcza się do 3-4 ml 0,9% roztworem chlorku sodu (sól fizjologiczna).

- Rozcieńczony roztwór zużywa się od razu, bezpośrednio po przygotowaniu, nie przechowuje.

- Uwaga na oczy! Do inhalacji trzeba używać ustnika lub maseczki i starać się, żeby para nie dostawała się do oczu. Berodual może bowiem prowadzić do rozszerzenia źrenic, wzrostu ciśnienia śródgałkowego, bólu oka, zaczerwienienia, a nawet wystąpienia ostrej jaskry.


MUCOSOLVAN

- Niesterydowy lek, który w formie syropu dostępny jest bez recepty. Płyn do inhalacji dostępny tylko na receptę. Zwiększa wydzielanie śluzu, ułatwia odkrztuszanie. Typowy lek na mokry kaszel. Należy pamiętać, że wykrztuśnych leków nie podajemy przed snem.

- Można go stosować w dowolnym inhalatorze.

- Przed inhalacją rozcieńcza się go z 0,9% roz. chlorku sodu (sól fizjologiczna) w stosunku 1:1

- Nie można go mieszać z innymi lekami. Zmiany pH prowadzą do wytrącania się osadu.

- Przed inhalacją należy ogrzać płyn do temperatury ciała.

- Brak dodatkowych wymagań, jeśli chodzi o przechowywanie.


Nigdy nie stosujcie tych leków na własną rękę, a przed użyciem zapoznajcie się z ulotką.
Jeśli moje rady wydają Ci się pomocne, udostępnij ten wpis. Może pomoże innym mamom chorowitków.


Lizaki na kaszel i gardło. O czym trzeba wiedzieć, żeby nie płacić podwójnie?

Zapewne każdy już słyszał o lizakach na ból gardła,  polecanych w telewizji przez pana w fartuchu udającego lekarza jako idealne skuteczn...


Zapewne każdy już słyszał o lizakach na ból gardła,  polecanych w telewizji przez pana w fartuchu udającego lekarza jako idealne skuteczne remedium dla dzieci. Produkt ten faktycznie był marketingowym strzałem w dziesiątkę. Jako rodzice zapewne doskonale zdajecie sobie sprawę z tego, że dzieci, które chętnie przyjmują lekarstwa są niestety mniejszością. Kiedy malucha bolało gardło, do dyspozycji mieliśmy spray albo tabletki do ssania. Każda z tych form ma, w przypadku dzieci, swoje wady. Spraye bywają niezbyt dobre w smaku i budzą stanowczy opór u małych pacjentów. Pastylki zaś niekoniecznie są bezpieczne dla najmłodszych, bo nie każde dziecko potrafi je ssać i nie zakrztusić się. Wtedy z pomocą przychodzą lizaki i rozumiem rodziców, którzy po nie sięgają, mimo, że tak naprawdę to wciąż słodycze z dodatkiem wyciągów roślinnych. Dlatego też nie będę się rozwodzić nad ich skutecznością czy szkodliwością. Chciałam za to zwrócić Waszą uwagę na to, jak zadziałał dalej marketing i w jaką pułapkę łapią się rodzice.


Pierwsze na rynku dostępne były lizaki na gardło. Wg producenta mają one następujące działanie:
- nawilżają gardło
- łagodzą ból
- leczą podrażnienia gardła
- ochraniają błonę śluzową gardła

Forma lizaka na tyle spodobała się rodzicom, że zaczęli pytać również o lizaki na kaszel: "Pani magister, a takich lizaków jak te, ale na kaszel to nie ma? Nie, te na gardło to będą za słabe, muszą być takie na kaszel, bo dziecko kaszle, a gardło nie boli." Początkowo odchodzili z kwitkiem, ale nie na długo. Pojawiły się bowiem i lizaki na kaszel. Te mają działać w następujący sposób:
- łagodzą kaszel
- zmniejszają częstotliwość kaszlu
- ułatwiają odkrztuszanie

 Wydawałoby się, że super, historia z happy endem, rodzice dzieci anty-lekowych zadowoleni, bo wreszcie jest produkt na kaszel w formie lizaka. Działanie zupełnie inne niż poprzednich, tak jak oczekiwali. Ja jednak postanowiłam spojrzeć na skład, bo przecież nie wypada sprzedawać czegoś na ślepo, tylko dlatego, że tak ładnie to zachwalają na opakowaniu, w radiu czy telewizji. I w momencie kiedy spojrzałam na skład jednych i drugich lizaków, poczułam się, jako rodzic, nieco oszukana. No dobra, oburzyłam się. Okazuje się bowiem, że producent nie wysilił się za bardzo przy wymyślaniu składu nowych lizaków. Skład lizaków na gardło, jeśli chodzi o substancje czynne, wygląda następująco:
- wyciąg z porostu islandzkiego
- wyciąg z korzenia prawoślazu
- wyciąg z liści szałwii

Nowe lizaki na kaszel, o zupełnie innych wskazaniach, mają zaś taki "innowacyjny" skład:
- wyciąg z porostu islandzkiego
- wyciąg z korzenia prawoślazu

 Kreatywnie, prawda? Czy tylko mnie się wydaje, że nowy, wg oczekiwań pacjentów silniejszy, wyrób to uboższa wersja tego już dostępnego na rynku? No nie, ewidentnie nie wydaje mi się... Producent najwyraźniej doszedł do wniosku, że można zrobić dwa razy to samo, rozreklamować na dwa różne sposoby i podwójnie zarobić. I zapewne ma rację i tak to właśnie działa. Ale Wy nie musicie się na to nabierać i płacić podwójnie. Mit nowych lizaków na kaszel uważam za obalony, a Was zachęcam do udostępniania.

Beta-glukan - przebadany sposób na odporność

Obiecałam Wam wpis dotyczący preparatów wzmacniających odporność u dzieci. Po laktoferynie, bzie czarnym i tranie, przyszedł czas na beta-gl...

Obiecałam Wam wpis dotyczący preparatów wzmacniających odporność u dzieci. Po laktoferynie, bzie czarnym i tranie, przyszedł czas na beta-glukan - składnik wielu preparatów odpornościowych. Jest to polisacharyd, który ma udowodnione działanie immunostymulujące. To ważne, że badania naukowe, zarówno in vitro, jak i in vivo, potwierdziły jego skuteczność, a nawet wyjaśniły mechanizm jego działania, toteż nie będziemy musieli opierać się tylko na domysłach.



Czym jest beta-glukan?


Beta-glukany to polisacharydy o zróżnicowanej budowie. Różnią się masą cząsteczkową, rodzajem wiązań, rozpuszczalnością w wodzie i od tych właściwości zależy również ich aktywność. Najbardziej aktywny i najlepiej przebadany jest izomer β- (1,3)(1,6), który ma dużą masę cząsteczkową i jest nierozpuszczalny. Pozyskiwany jest on ze ścian komórkowych drożdży (Saccharomyces cerevisiae). Drugi popularny izomer to β- (1,3)(1,4)-glukan, który występuje w zbożach, m.in. owsie, jęczmieniu i pszenicy. Ten pierwszy typ, o bardziej udowodnionym działaniu, znajdziemy w preparatach aptecznych, zaś drugi możemy dostarczyć sobie zjadając codziennie porcję owsianki.


Jak beta-glukan podnosi odporność?


Beta-glukan działa immunostymulująco, przeciwbakteryjnie i przewwirusowo. Działanie to zawdzięcza obecności specjalnych receptorów dla beta-glukanu na powierzchni makrofagów, czyli jednych  z komórek odpornościowych naszego organizmu. Makrofagi przechwytują beta-glukan ze ścian przewodu pokarmowego i dzięki niemu ulegają aktywacji. Mają one zdolność "pożerania" komórek bakterii, wirusów i grzybów. Poza tym, aktywują całą kaskadę reakcji odpornościowych, w których biorą udział m.in. limfocyty T, B, cytokiny i interferon. Dodatek beta-glukanu w trakcie terapii antybiotykowej zwiększa również skuteczność leczenia zakażeń bakteriami opornymi na antybiotyki np. gronkowcem złocistym. Taka reakcja organizmu utrzymuje się do 72h, toteż ważne jest regularne przyjmowanie beta-glukanu. Niestety nie możemy liczyć na to, że jedna kuracja zapewni nam odporność na cały sezon jesienno-zimowy.


Jakie są inne zastosowania beta-glukanu?


Związek ten jest od lat intensywnie badany pod różnymi kątami, dlatego też znalazł zastosowanie nie tylko w podnoszeniu odporności, ale także w leczeniu innych chorób. Powstają tysiące prac badających jego właściwości, więc wiele odkryć zapewne jeszcze przed nami.

Oto jakie są inne jego zastosowania:

- obniża stężenie cholesterolu LDL
- wspomagania odchudzanie ( błonnik pokarmowy)
- obniża stężenie glukozy we krwi
- reguluje pracę jelit
- zapobiega powstawaniu nowotworów jelita grubego
- wzmacnia odporność w trakcie i po chemioterapii
- stymuluje wzrost bakterii probiotycznych w przewodzie pokarmowym
- w maściach i kremach, jako składnik przyspieszający regenerację tkanek


Beta-glukan z apteki


Jedynym minusem przeprowadzonych dotąd badań nad beta-glukanem jest fakt, że nie ustalono wciąż optymalnej skutecznej dawki, którą należałoby stosować. Nie ma w tej kwestii jednoznacznych rekomendacji. Badania, które udowadniały jego skuteczność prowadzone były na dużych dawkach, stąd najlepiej wybierać preparaty o jak największej dawce przebadanego izomeru beta-glukanu. A rozbieżność jest bardzo duża. Zresztą zobaczcie sami:


- Immunotrofina - znany od lat preparat, zawiera m.in. glukan (bez określenia izomeru) 2,5mg
- Imunit - zawiera beta-glukan z drożdży, 10 mg
- Immuno up - beta-glukan z drożdży 200 mg + laktoferyna 50mg (dwa skuteczne składniki)
- Imunoglukan P4H - beta-glukan (1,3)(1,6) pozyskiwany z boczniaka ostrygowatego. 50mg w dawce syropu lub 100mg w kapsułce
- Imunoglukan P4H SynBIO - to co wyżej, wzmocnione o 5 szczepów bakterii probiotycznych, oligosacharydy i wit.C
- Olimp Vita-min Plus Junior - beta-glukan jako jeden ze składników, 20 mg nieznanego izomeru
- Marsjanki- beta-glukan jako jeden ze składników w dawce 10-60 mg, nieznany izomer
- Imunovital complex - 300 mg przebadanego izomeru (uwaga! preparat złożony, dedykowany dorosłym)
- Pelafen baby - beta-glukan z drożdży, ale tylko jako dodatek- 1 mg




Jaki magnez dla dziecka?

Wielkimi krokami zbliża się wrzesień, a wraz z nim początek szkoły. Rok szkolny to okres wytężonej pracy umysłowej i większego poziomu stre...

Wielkimi krokami zbliża się wrzesień, a wraz z nim początek szkoły. Rok szkolny to okres wytężonej pracy umysłowej i większego poziomu stresu, a to jedne z przyczyn zwiększonej utraty magnezu. Suplementacja magnezu jest bardzo popularna wśród dorosłych, a tymczasem okazuje się, że najmłodsi również mogą jej potrzebować. Zdamy sobie z tego sprawę zwłaszcza, kiedy zastanowimy się nad źródłami magnezu w pożywieniu. Są to m.in. ciemne pieczywo, orzechy, rośliny strączkowe, otręby. Niestety z reguły nie są to produkty znajdujące się na top liście przysmaków naszych najmłodszych, toteż nietrudno u nich o niedobory magnezu. Mogą się one objawiać trudnościami z koncentracją, problemami z nauką, rozdrażnieniem, nerwowością, bezsennością. Jeśli uznacie, że Waszemu maluchowi również przydałoby się uzupełnienie magnezu, to czytajcie dalej,a dowiecie się jaki magnez dla dziecka wybrać.




Jak wybrać preparat magnezowy dla dziecka?


Jak zwykle, na rynku mamy dostępne preparaty o statusie leku i suplementy diety. Jaka jest przewaga leku nad suplementem możecie sobie przypomnieć tutaj . O przyswajalności magnezu było zaś co nieco tu. Oto preparaty magnezowe, które można podawać dzieciom:

Laktomag B6
70mg magnezu w postaci wodoroasparaginianu

Plusy:
- lek, a nie suplement
- dość dobrze przyswajalna forma magnezu
- tabletki o smaku bananowym, rozkrusza się przed podaniem i zawiesza w wodzie lub dziecko je rozgryza i popija
- można podawać już od 1 roku życia

Minusy:
- kontrowersyjny aspartam w składzie


Magne B6
48mg magnezu w postaci mleczanu, dla dzieci od 6 roku życia

Plusy:
- lek, a nie suplement
- dobrze przyswajalna forma magnezu

Minusy:
- tabletki należy połykać w całości, co niektórym dzieciom może sprawić problem


Magsolvit B6
48mg magnezu w postaci glukonianu i mleczanu, dla dzieci powyżej 4 roku życia

Plusy:
- lek w przyjaznej formie syropu
- dobrze przyswajalna forma magnezu


Magnefar B6 junior
90mg magnezu w postaci glukonianu i cytrynian, od 3 lat

Plusy:
- dobrze przyswajalna forma magnezu
- łatwe podanie - malinowy syrop

Minusy:
- suplement diety


Chela-Mag B6 junior
150mg magnezu w formie chelatu, powyżej 3 roku życia

Plusy:
- wysoka dawka magnezu

Minusy:
- suplement diety
- mniejsza przyswajalność niż soli organicznych magnezu


Zdrovit Magnum junior
140mg magnezu w postaci pidolanu i cytrynianu, od 3 roku życia

Plusy:
- duża i dobrze przyswajalna dawka magnezu

Minusy:
-suplement diety


Hartuś Magnez
100mg magnezu w postaci mleczanu, dla dzieci powyżej 3 roku życia

Plusy:
- dobrze przyswajalna forma magnezu
- słodzony izomaltulozą zamiast tradycyjnym cukrem
- bez konserwantów, sztucznych aromatów i sztucznych barwników

Minusy:
- suplement diety
- duża ilość płynu do przyjęcia w jednej dawce - aż 15ml


Plusssz Magnez Uczeń
150mg magnezu w postaci mleczanu i pidolanu, zalecany powyżej 6 roku życia

Plusy:
- duża dawka dobrze przyswajalnego magnezu

Minusy:
- suplement diety


Magmisie
28,5mg magnezu w postaci cytrynianu w 1 żelku, powyżej 3 roku życia

Plusy:
- cytrynian, czyli dobrze przyswajalna forma magnezu

Minusy:
- suplement diety
- duża zawartość cukru i syropu glukozowego
- dzienna dawka zapewniająca rozsądny poziom magnezu to nawet 6 żelków, więc opakowanie odpowiada zaledwie 5-dniowej kuracji

I co sądzicie o preparatach magnezowych dla dzieci? Znaleźliście coś odpowiedniego dla Waszych pociech? Muszę przyznać, że w porównaniu z tymi dla dorosłych wypadają one całkiem nieźle. Zauważyliście, że dzieciom nie próbują wciskać prawie nieprzyswajalnych tlenków czy węglanów? Zbiorczy plus dla producentów za odrobinę sumienia ;)
Na nowy rok szkolny życzę dzieciakom lekkiej nauki i braku problemów z koncentracją, a w razie gdyby jednak wystąpiły, to już wiecie czego szukać :)

Czy 'wapno' na alergię faktycznie działa?

W polskiej kulturze silnie zakorzeniona jest tradycja stosowania "wapna" (czyli tak naprawdę wapnia) na wszelkiego rodzaju uczulen...

W polskiej kulturze silnie zakorzeniona jest tradycja stosowania "wapna" (czyli tak naprawdę wapnia) na wszelkiego rodzaju uczulenia. Masz wysypkę, pokrzywkę? Weź wapno. Katar? Weź wapno. Coś Cię ukąsiło i swędzi? Najlepiej wypij wapno. Myślę, że każdy z nas kiedyś usłyszał taką radę. A próbowaliście kiedyś kupić wapń na alergię w zagranicznej aptece? Farmaceuci robią duże oczy i nie bardzo wiedzą o co chodzi, no bo jak to? Wapń przecież nie działa na alergię. Więc jak to jest naprawdę?


Czy wapń faktycznie leczy alergię?


Odpowiedź brzmi: NIE. Sprawa nie jest jednak całkiem jasna, dlatego musiałam przebrnąć przez masę źródeł, żeby móc Wam rzetelnie odpowiedzieć na to pytanie. Prawda jest taka, że mało badaczy w ogóle zajęło się takim zastosowaniem wapnia. Wiemy o nim z całą pewnością, że jest makroelementem niezbędnym w naszej diecie. Odpowiada za właściwe funkcjonowanie wielu organów w naszym ciele. Jest nie tylko budulcem kości, ale ma także wpływ na kurczliwość mięśni, przewodność nerwów, uwalnianie hormonów i krzepnięcie krwi. Jeśli zaś chodzi o jego wpływ na alergie, to obecnie ani polskie ani europejskie stowarzyszenia alergologiczne nie zalecają go jako leku na tę chorobę. Możemy co najwyżej stosować go pomocniczo, nie licząc na spektakularne efekty i nie ograniczając się do niego jako jedynego remedium.

Co wykazały badania nad wpływem wapnia na alergię?


- 2 badania potwierdziły pozytywny wpływ podania doustnego wapnia na alergię skórną, ALE podawane dawki wynosiły odpowiednio 5,1 g i 4,25 g  wapnia, podczas gdy musujące preparaty tworzone z myślą o alergii, dostępne w aptekach zawierają 300-600 mg wapnia i to w słabo przyswajalnej formie węglanu.
- 1 badanie potwierdziło, iż podanie 1000 mg wapnia doustnie w przypadku kataru siennego powoduje zmniejszenie obrzęku śluzówki nosa, ALE nie zmniejsza ilości wydzieliny ani nie redukuje kataru.
- Kolejne badanie wykazało, że  hamowanie uwalniania histaminy poprzez wapń wymaga tak dużego jego stężenia, że jest ono niemożliwe do osiągnięcia w organizmach żywych, nawet po podaniu dożylnym.
- Jak dotąd nikt nie przedstawił mechanizmu wpływu wapnia na uczulenia.


Skąd wzięło się przekonanie o tym, że wapń jest skuteczny w zwalczaniu alergii?


Na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć Wam z całą pewnością, ale mam swoją teorię ;) Mówi się o korelacji niedoborów wapnia ze zwiększonym ryzykiem wystąpienia alergii. Może więc, gdy alergia u danej osoby wynika faktycznie z niedoboru tego pierwiastka, to suplementowanie go w dużych dawkach pozwala na złagodzenie objawów? Tego jeszcze nie sprawdzono, ale z pewnością suplementacja wapnia u alergików ma dużo większy sens niż stosowanie go doraźnie w razie wysypki. Dlaczego?

Wapń a atopowe zapalenie skóry i alergia na mleko krowie


Przy dobrze zbilansowanej diecie 70-80% zapotrzebowania na wapń pokrywane jest z pożywienia. Niestety wymaga to obecności w diecie nabiału. Tymczasem obecnie jedną z najczęściej występujących alergii jest alergia na mleko krowie i jego przetwory. Podstawą leczenia jest wtedy wyeliminowanie z diety wszystkich produktów tego pochodzenia. To zaś może prowadzić do niedoborów wapnia, co potwierdzają liczne badania. Dla przykładu: spośród 23 dzieci z AZS aż u 13 wykazano niedobory wapnia. Podobne badanie przeprowadzono też w Polsce. Przebadano dzieci będące na diecie eliminacyjnej i okazało się, że 72,5% z nich ma niedobory wapnia. Ponadto istnieją obiecujące badania, które mówią, że wysoka podaż wapnia w dzieciństwie zmniejsza szanse na zachorowanie na AZS, mimo historii choroby w rodzinie.

Niedobory wapnia 


Niedobory wapnia są bardziej powszechne niżby nam się wydawało. Żeby podać bliski przykład, weźmy mieszkańców Warszawy, których to populacja została przebadana pod kątem zawartości wapnia w diecie. Średnia dzienna dawka tego pierwiastka pokrywająca zapotrzebowanie dorosłego człowieka to ok.1000 mg. Przeciętny Warszawiak przyjmował go zaś 520-540 mg dziennie, z czego 65% dostarczały przetwory mleczne. Łatwo więc zauważyć jak ciężko znaleźć zastępstwo dla takiej ilości wapnia będąc na diecie eliminacyjnej. Nawet z normalną dietą większość z nas ma niedobory. 
Dla tych, którzy chcieliby pobawić się w sprawdzenie ilości wapnia w diecie ich maluchów podaję zapotrzebowanie u dzieci:
1-3 lata - 700 mg
4-8 lat - 1000 mg
9-18 lat - 1300 mg

A teraz trochę postraszę ;) Czy wiecie czym grożą niedobory wapnia u dzieci, poza hipotetycznie zwiększonym ryzykiem alergii?

- deformacjami kości
- wczesną próchnicą
- późnym ząbkowaniem
- późnym chodzeniem
- nadmierną płaczliwością w nocy
- nadmierną potliwością
- skrzywieniami kręgosłupa i kończyn dolnych
- zahamowaniem wzrostu

U dorosłych zaś należy dopisać do tej listy jeszcze osteoporozę.

Jakie objawy mogą świadczyć o niedoborach wapnia?

- częste krwotoki, siniaki
- skłonność do alergii, wysypek
- bezsenność
- osłabienie pamięci
- zawroty głowy
- skurcze mięśni
- skłonność do złamań
- bóle pleców, nóg, stawów
- PMS (tak, tak, nawet to ;) )

Jakie wnioski?


Wapń nie jest dostatecznie zbadany, by uzasadnione było jego stosowanie doraźnie w razie wystąpienia alergii, a badania bardziej przechylają się w stronę udowodnienia, że takiego działania on wcale nie wykazuje. Słuszne jest za to uzupełnianie jego niedoborów u dzieci, gdyż są one bardzo powszechne, zwłaszcza właśnie wśród alergików. Istnieje również nadzieja, że utrzymując dobry poziom wapnia w organizmie dziecka unikniemy rozwinięcia się u niego alergii, w tym AZS.

'Mamo, swędzi!' czyli jak sobie radzić z ukąszeniami owadów

Wprawdzie w mieście komary w tym roku raczej nas oszczędzają, ale przed wyjazdami wakacyjnymi na łono przyrody, zwłaszcza nad jeziora, w...

http://aptekamalegoczlowieka.blogspot.com/2016/07/mamo-swedzi-czyli-jak-sobie-radzic-z.html


Wprawdzie w mieście komary w tym roku raczej nas oszczędzają, ale przed wyjazdami wakacyjnymi na łono przyrody, zwłaszcza nad jeziora, warto zaopatrzyć swoją apteczkę w środek po ukąszeniu owadów. Zapraszam na przegląd preparatów, które pomogą zarówno dzieciom, jak i dorosłym w przypadku zaczerwienienia, obrzęku i swędzenia w miejscu ugryzienia.
W przypadku takich preparatów mamy do czynienia zarówno z lekami, wyrobami medycznymi, jak i kosmetykami. Te ostatnie można kupić zarówno w aptekach, jak i w drogeriach i jest ich naprawdę sporo, o zbliżonym składzie. Dlatego też nie będę zagłębiała się w tę kategorię. Ogólnie, mamy tu do czynienia z żelami z dodatkiem takich substancji/wyciągów roślinnych jak: mentol, panthenol, alantoina, aloes, rozmaryn, rumianek, oczar wirginijski.

Do preparatów typowo aptecznych należą:

Fenistil żel- lek przeciwhistaminowy, przeciwświądowy, łagodzi podrażnienia, zmniejsza obrzęk, działa miejscowo znieczulająco. Można go stosować do 4 razy na dobę. Nie określono dokładnie wieku, od którego można używać Fenistil w żelu, jednak przy zachowaniu zasady, by nie stosować go na dużą powierzchnię skóry ani na rany, można bezpiecznie stosować go u dzieci jako doraźny środek łagodzący po ukąszeniu.

Fenistil w kroplach -  druga dostępna forma Fenistilu, o tej samej substancji czynnej, ale podawana doustnie. Gdy dziecko jest mocno pogryzione można rozważyć podanie kropli, zamiast smarowania. Można go stosować już od 1 miesiąca życia, z zastrzeżeniem, że do 1 roku życia jedynie po konsultacji z lekarzem. Warto pamiętać, że jest to lek przeciwhistaminowy i jako taki nie jest pozbawiony działań niepożądanych i interakcji, choć jest stosunkowo bezpieczny i dlatego dostępny bez recepty.
Dawkowanie Fenistilu u dzieci:
1 m.ż - 1 r.ż.: 3-10 kropli 3 razy na dobę
1-3 lata: 10-15 kropli 3 razy na dobę
3-12 lat: 15-20 kropli 3 razy na dobę
powyżej 12 lat: 20-40 kropli 3 razy na dobę

Dapis żel -  osobiście kojarzy mi się typowo z apteką, ale zarejestrowany jest jako kosmetyk. Produkowany przez firmę specjalizującą się typowo w lekach homeopatycznych. Czyli jest to coś w stylu homeopatycznego kosmetyku? Producent nie określił dokładnie, więc zgaduję, że tak. Zawiera wyciąg z bagna zwyczajnego i jadu pszczelego. Do stosowania po ukończonym 1 roku życia. 

Allertec Ukąszenia - aerozol zawierający dwie substancje czynne: antazolinę i nafazolinę. Wcześniej dostępny pod nazwą Dermophenazol. Ma działanie przeciwalergiczne, łagodzi świąd, pieczenie, obrzęk. Można go stosować co 4-6 godzin. Ulotka milczy na temat dolnej granicy wieku, od którego można go stosować, ale ponieważ zawiera kwas borowy, to zostawiłabym go jednak dla tych 12+.

Comarol krem -  zawiera difenhydraminę i lidokainę, czyli substancje o działaniu odpowiednio przeciwalergicznym i miejscowo znieczulającym. Można go stosować 2-3 razy dziennie. U dzieci powyżej 2 roku życia.

Kamagel -  zawiera octanowinian glinu i wyciąg z rumianku, dzięki czemu działa przeciwobrzękowo i przeciwzapalnie.

Hydrocortisonum krem -  krem zawierający dość słabo działający steryd, a co za tym idzie o działaniu przeciwzapalnymi, przeciwświądowym. Aplikację można powtarzać 2 razy dziennie, stosować jedynie miejscowo i do 7 dni. Bez wyraźnych wskazań lekarza do stosowania dopiero powyżej 12 roku życia.

Entil Ukąszenia żel -  wyrób medyczny, bez substancji czynnej, działa na zasadzie łagodzącego podrażnienia hydrożelu, który dodatkowo na drodze osmozy powoduje wypompowanie toksyn wstrzykniętych przez owady. Do stosowania 2-3 razy na dobę. Bezpieczny również dla dzieci.

Entil Ukąszenia plasterki - nowość na rynku, jeszcze fizycznie nie miałam okazji ich obejrzeć. Tworzą barierę ochronną, działają łagodząco i przeciwbakteryjnie. W przeciwieństwie do żelu, zawierają substancje czynne - bisabolol i kwas glicyretynowy. Dodatkowo mentol o działaniu chłodzącym. Plasterek zmienia się co 8 godzin. U dzieci należy stosować pod nadzorem dorosłych.

Wapno (Calcium) -  w syropie lub dla starszych w tabletkach musujących. Działa przeciwobrzękowo, przeciwzapalnie, przeciwalergicznie. Można nim wspomagać leczenie uczuleń. Dla młodszych dzieci i alergików najlepiej wybrać bezsmakowe.

Ibuprofen dla juniora, czyli jak sięgnąć do kieszeni rodzica

Wszyscy rodzice małych dzieci doskonale wiedzą, że w razie gorączki czy bólu mogą podać ibuprofen w syropie lub czopkach. Jednak kiedy malu...

Wszyscy rodzice małych dzieci doskonale wiedzą, że w razie gorączki czy bólu mogą podać ibuprofen w syropie lub czopkach. Jednak kiedy maluch podrośnie i zmieni się w juniora, ponownie stają przed pytaniem: co na gorączkę? Okazuje się, że zawiesiny trzeba podać bardzo dużo, a zresztą dziecko już przecież nie takie małe, więc nadal syropek? A może coś innego, dostosowanego do wieku? Zwłaszcza jak dziecko umie już połykać tabletki, to podawanie w dalszym ciągu zawiesiny wydaje się bezsensowne. Wtedy zjawiają się w aptece z pytaniem, co podać juniorowi. Zawsze wtedy zadaję sobie pytanie co było pierwsze jajko czy kura? ;) A dokładniej: czy najpierw rodzice pytali o ibuprofen w tabletkach dla dzieci czy najpierw rozreklamowali go producenci i dlatego rodzice o niego pytają? Okazuje się bowiem, że nasz mały pacjent jest zdaniem rodziców zbyt duży na syrop, ale zbyt mały na tabletki dla dorosłych, a takimi wydają się być powszechnie znane leki jak Ibuprom, Nurofen czy Ibum. Patrzą bardzo nieufnie, gdy proponuje im się taki lek dla ich np. 7-letniej pociechy. Nie mam oczywiście o to pretensji, bo i skąd rodzic ma wiedzieć co może bezpiecznie podać dziecku. Wydaje się, że to co sam bierze jak go boli głowa, nie jest raczej dobrym wyborem dla kilkulatka. Tymczasem jest dokładnie na odwrót, a niewiedzę rodziców i ich troskę wykorzystują firmy farmaceutyczne. Ewentualnie wychodzą naprzeciw zapotrzebowaniu ;) Wszystko zależy jak na to spojrzeć. W każdym razie efekt jest taki, że powstały ibuprofen w tabletkach i kapsułkach przeznaczone specjalnie dla dzieci. Jest to "Nurofen od 6 lat" i "Ibufen junior". Te preparaty rodzice chętnie kupują, bo jest dużymi literami napisane, że jest dla dzieci i takowe szczęśliwe dzieci uśmiechają się do nich z opakowania. Mają pewność, że pani farmaceutka nie wciska im kitu i nie nafaszerują dziecka końską dawką leku. To poczucie pewności niestety kosztuje, dlatego chciałam pokazać Wam jakie są faktyczne różnice między tabletkami dla dzieci, a dla dorosłych, żebyście więcej nie musieli przepłacać ;)



Zacznijmy od Nurofenu dla dzieci od lat 6. Pomarańczowe opakowanie, 6 tabletek powlekanych, w składzie 200mg ibuprofenu. Dla porównania preparat dla dorosłych tej samej firmy, czyli po prostu Nurofen to srebrne opakowanie, 12 tabletek powlekanych, a w składzie... 200mg ibuprofenu. Czym więc różnią się tabletki dla dzieci od tych dla dorosłych? Może są mniejsze i łatwiejsze do połknięcia? Nic z tego, sprawdziłam- są takie same. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że niewykluczone, że schodzą z tej samej linii produkcyjnej i potem trafiają tylko do różnych opakowań. Jaka jest więc podstawowa różnica? Cena. Za ten z uśmiechniętym chłopcem zapłacimy ok. 7 zł za 6 tabletek, podczas gdy ten "zwykły" za tyle tabletek kosztowałby ok. 2,2 zł.

Kolejnym dziecięcym preparatem jest Ibufen junior. Tym razem uśmiechnięta dziewczynka zachęca nas do zakupu ibuprofenu dla dzieci od 6 lat. Pakowany po 10 kapsułek, w każdej 200mg ibuprofenu. Kapsułek nie wolno rzuć ani rozgryzać, dlatego są małe, żeby dzieciom łatwo było je połknąć. Zaraz zaraz... Czy aby na pewno są mniejsze niż inne? Dla porównania pokażę Wam zdjęcie. Po lewej kapsułki dla dzieci, po prawej popularne kapsułki dla dorosłych. Różnią się kolorem, ale czy wielkością? Raczej nie.


Czym się więc różnią poza barwnikiem? Ależ oczywiście- ceną. Ibufen junior to koszt ok. 7 zł za 10 kapsułek, podczas gdy za 10 szt. kapsułek bez uśmiechniętej buzi zapłacimy ok.3,25 zł.
Dla ścisłości, na rynku jest też Ibufen Mini Junior przeznaczony dla dzieci od 4 roku życia. Jego się nie czepiam, gdyż faktycznie różni się dawką - ma 100mg ibuprofenu. Jeśli więc macie 4-letnie dziecko, które umie połykać kapsułki, to preparat ten faktycznie ma rację bytu. Chociaż  sądzę, że niewiele dzieci w tym wieku to potrafi ;)

Patrząc na ibuprofeny od 6 roku życia zastanawiam się czy dziecięcy modele są tak drodzy, że ich wizerunek wymaga takiego podniesienia ceny leku czy to producenci znaleźli sposób by sięgnąć do kieszeni nieświadomych rodziców? Odpowiedź jest chyba oczywista ;)
Nie bójcie się dać starszakom tabletek z ibuprofenem, które sami zażywacie. Jeśli dziecko waży więcej niż 20 kg ( to minimalna granica) i potrafi połknąć tabletkę, to spokojnie może zażyć taką, na której opakowaniu nie ma nic o dzieciach. Ważne, żeby było to 200mg ibuprofenu, a nie lek typu Max, Forte itp. z dawką 400mg.

Jak ulżyć dziecku w bólu? Przegląd preparatów na ząbkowanie

 Dzisiaj na tapetę biorę temat bolesnego ząbkowania. Istnieją dzieci, które przechodzą ząbkowanie bezboleśnie albo nie na tyle dokuczliwie, ...

 Dzisiaj na tapetę biorę temat bolesnego ząbkowania. Istnieją dzieci, które przechodzą ząbkowanie bezboleśnie albo nie na tyle dokuczliwie, by spędzało ono sen z powiek rodzicom, jednakże większość staje się w tym czasie marudna, popłakuje, gorzej sypia, częściej domaga się karmienia lub wręcz przeciwnie - traci apetyt. Mogą się w tym czasie pojawić również dodatkowe objawy np. w postaci gorączki, rozwolnienia. Trzeba jednak uważać, by nie zwalać wszystkiego na zęby i nie zignorować objawów choroby. Skupmy się zatem na tym: jak możemy ulżyć dziecku w bólu?



Przyjrzyjmy się preparatom na ząbkowanie dostępnym w aptekach. Można je roboczo podzielić na dwie grupy: posiadające w składzie substancję miejscowo znieczulającą i nie posiadające jej.

Żele na ząbkowanie z lidokainą


 W przypadku tych żeli warto zwrócić uwagę  na dawkę lidokainy - najsilniejszy pod tym względem jest Bobodent. Trzeba jednak pamiętać także o ryzyku jakie niesie ze sobą lidokaina tzn.trzeba uważać:
- na reakcje nadwrażliwości na środki miejscowo znieczulające
-  na interakcje z innymi lekami (są to leki rzadko stosowane u niemowlaków, ale uwaga np. na leki antyarytmiczne)
- na dawkowanie - nie wolno przekraczać maksymalnych dawek.

Efekt znieczulający pojawia się po około 5 minutach i utrzymuje się do 30 minut.
Warto zwrócić uwagę na zawartość rumianku, który działa korzystnie, bo przeciwzapalnie, ale z drugiej strony- ostrożnie u alergików, gdyż należy do rodziny Asteraceae, która bardzo często powoduje uczulenia.

Nazwa: Dentinox N
Kategoria: lek
Substancje aktywne: lidokaina 34 mg/10 g, wyciąg z rumianku
Działanie: miejscowo znieczulające (lidokaina), przeciwzapalne (rumianek)
Stosowanie: 2-3 razy na dobę

Nazwa: Calgel
Kategoria: lek
Substancje aktywne: lidokaina 33 mg/ 10 g, chlorek cetylpirydyniowy 10 mg/ 10 g
Działanie: miejscowo znieczulające (lidokaina), odkażające (chlorek cetylpirydyniowy)
Stosowanie: do 6 razy na dobę
Uwagi: w substancji smakowej znajduje się w znikomych ilościach rumianek (nie na tyle, żeby działać, ale na tyle by uczulić ;) ).

Nazwa: Bobodent
Kategoria: lek
Substancje aktywne: lidokaina 50 mg/ 10 g, wyciąg z rumianku, wyciąg z tymianku
Działanie: miejscowo znieczulające (lidokaina), przeciwzapalne (rumianek, tymianek)
Stosowanie: 3 razy na dobę (max do 6 razy)


 Preparaty na ząbkowanie nie zawierające lidokainy


Preparaty te są bezpieczniejsze niż te z lidokainą, niektóre można stosować częściej, ale i efekt prawdopodobnie będzie słabszy. Warto, po raz kolejny, zwrócić uwagę na rumianek w składzie. No i rzućcie okiem na kategorie dostępności ;)

Nazwa: Anaftin baby
Kategoria: wyrób medyczny
Substancje aktywne: substancje tworzące żel bioadhezyjny (nie przynudzam nazwami chemicznymi, bo chodzi nam o cel, w jakim się tu znalazły ;) ), aloes, szafran uprawny
Działanie: żel bioadhezyjny tworzy warstwę ochronną na dziąsłach chroniąc przed podrażnieniami. Aplikator posiada silikonowe wypustki, które masują bolące dziąsło.
Stosowanie: tak często jak to konieczne


Nazwa: Denti baby
Kategoria: wyrób medyczny
Substancje aktywne: rumianek 5%, kozłek lekarski 5%, wyciąg z propolisu 5%
Działanie: łagodzące, przeciwzapalne
Stosowanie: tak często jak to konieczne


Nazwa: Pansoral
Kategoria: kosmetyk
Substancje aktywne: rumianek, prawoślaz
Działanie: łagodzące 
Stosowanie: 3-4 razy dziennie
Uwaga: parabeny w składzie! (o kontrowersjach wokół parabenów poczytacie tutaj)


Nazwa: Dentosept A mini
Kategoria: kosmetyk
Substancje aktywne: oktenidyna, cytrynian cynku, gliceryna, panthenol, wit.B2, B3, olejek miętowy, wyciąg z eukaliptusa
Działanie: antybakteryjne, przeciwgrzybicze, ochronne, łagodzące, chłodzące
Stosowanie: zależy od wieku, u najmłodszych do 3 razy na dobę


Nazwa: Kin Baby
Kategoria: kosmetyk
Substancje aktywne: rumianek, szałwia, panthenol
Działanie: ochronne, łagodzące
Stosowanie: 3-4 razy na dobę


Nazwa: Camilia
Kategoria: lek homeopatyczny
Substancje aktywne: rumianek 333,3 mg, szkarłatka 333,3 mg, rzewień 333,3 mg
Działanie: łagodzi ból, stany zapalne i biegunki (jeśli ktoś wierzy w działanie rozcieńczeń ;) )
Stosowanie: 3-6 razy na dobę

Poza farmakologią możemy także wspomagać się domowymi sposobami: schłodzonymi w lodówce gryzakami czy twardymi warzywami np. marchewką (uwaga na ryzyko zakrztuszenia, gdy dziecko ma już zęby!). A może macie inne sprawdzone sposoby na ząbkowanie?

Mam nadzieję, że moje zestawienie ułatwiło Wam wybór odpowiedniego dla Waszego dziecka preparatu :)

Gorączka przy ospie wietrznej - jak ją bezpiecznie zwalczać?

O tym, jak zwalczać gorączkę u dziecka pisałam w pierwszym wpisie - tutaj. Nie wspomniałam wtedy jednak o jednej chorobie, w której leki p...

O tym, jak zwalczać gorączkę u dziecka pisałam w pierwszym wpisie - tutaj. Nie wspomniałam wtedy jednak o jednej chorobie, w której leki przeciwgorączkowe należy stosować z większą ostrożnością. Jest nią ospa wietrzna. Jest to powszechna choroba wirusowa, która często dotyka dzieci, zwłaszcza w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Przebiega z gorączką, charakterystyczną wysypką i ogólnym pogorszeniem samopoczucia. Sama w sobie, gdy nie wystąpią powikłania, choć nieprzyjemna, nie jest groźna. Groźniejsze w skutkach mogą okazać się właśnie powikłania po ospie i dlatego ważne jest właściwe leczenie, by zminimalizować ryzyko ich wystąpienia. Co ze swojej strony możemy zrobić by ich uniknąć? Zadbać o to, by właściwie walczyć z gorączką. Nie każdy wie o tym, że podczas ospy wietrznej należy unikać stosowania ibuprofenu.  Lekiem z wyboru staje się wtedy paracetamol i to nim staramy się zwalczać gorączkę. Leki z ibuprofenem, czyli np. Nurofen, Ibufen, Milifen, MIG, Ibum zostawiamy jako ostatnią deskę ratunku mając w pamięci, czym może grozić ich podanie.



Do czego może prowadzić podanie ibuprofenu podczas ospy?



Ibuprofen prowadzi do spadku ilości neutrofilów i zmniejszenia odporności komórkowej. O ile podczas zwykłego przeziębienia, nie prowadzi to do żadnych niepokojących skutków, o tyle przy ospie taki spadek odporności może doprowadzić do groźnych powikłań. Są nimi zakażenia bakteryjne, o które łatwo z racji występujących podczas tej choroby swędzących zmian skórnych. Najczęściej są to zakażenia gronkowcami bądź paciorkowcami, które w efekcie mogą prowadzić do powstawania ropni, zapaleń tkanki łącznej i martwiczego zapalenia powięzi. Pamiątką po takim przebiegu choroby są szpecące blizny. Gorszy scenariusz obejmuje rozwinięcie się sepsy, która, jak wiadomo, może stanowić nawet zagrożenie życia. Jedno z badań klinicznych wykazało, że ryzyko wystąpienia nadkażeń bakteryjnych przy ospie wzrasta aż 10-krotnie w przypadku zwalczania gorączki właśnie ibuprofenem.

Przy okazji, chciałam przestrzec przed głupim i nieodpowiedzialnym trendem, jakim jest ospa-party. Jest tyle możliwych złych scenariuszy przebiegu tej choroby, że oczywistą głupotą jest sprowadzanie jej na dziecko z własnej woli. Ospa jest na tyle zakaźna, że prawie każde dziecko prędzej czy później na nią zachoruje, ale po co to przyspieszać?

Pozdrawiam i życzę weekendu bez podejrzanych wysypek ;)
Far Minka


6 akcesoriów dla dzieci, które przydały mi się najbardziej

Postanowiłam sięgnąć wstecz pamięcią i podsumować, które rzeczy/gadżety/akcesoria przydały mi się najbardziej przy dzieciach. Nie będę tu pi...

Postanowiłam sięgnąć wstecz pamięcią i podsumować, które rzeczy/gadżety/akcesoria przydały mi się najbardziej przy dzieciach. Nie będę tu pisać o oczywistych rzeczach, które muszą się znaleźć w każdej wyprawce, typu ubranka i kosmetyki, ale o tych, na które decydujemy się dodatkowo, ale które, moim zdaniem, jako podwójnej mamy, warto kupić. Wybrałam 6 takich akcesoriów. Oto one (kolejność opisywania przypadkowa, gdyż wszystkie były przydatne, w zależności od sytuacji):

1. Rogal do karmienia - był szczególnie zbawienny przy starszej córce, która urodziła się malutka i bardzo niewygodnie było mi ją karmić bez niego. Nie rozstawałam się z nim na krok. Przy młodszym, wyjściowo kilogram większym od siostry, było mi już nieco łatwiej, ale wciąż uważam, że w to ułatwienie warto zainwestować. Szczególnie przydaje się mamom z mniejszym biustem, gdzie raczej nie da rady podstawiać piersi bez zginania się. Poduszka rozwiązuje problem bolącego przy długim karmieniu kręgosłupa czy cierpnących od trzymania dziecka rąk. Po prostu kładziemy ją na kolana, na nią maluszka i gotowe :) Warto zwrócić uwagę, by miała solidne, nie zbijające się i nie zapadające wypełnienie, bo inaczej po pewnym czasie przestanie spełniać swoją funkcję. Ja dostałam swoją w spadku po kuzynce (dzięki Kasia :*), ale coś podobnego znajdziecie tutaj

http://www.ceneo.pl/26038083#crid=75848&pid=10102
źródło: ceneo.pl

2. Huśtawka / bujaczek - dla każdego niemowlaka przychodzi taki moment, że leżenie w łóżeczku i patrzenie w sufit staje się zbyt nudne. Przychodzi on szybciej niż byśmy się spodziewali. Dziecko chce być tam gdzie mama, widzieć co ona robi i obserwować świat nie zza szczebelków swojego łóżeczka. Wtedy z pomocą przychodzi nam leżaczek lub huśtawka, którą można zabrać ze sobą do każdego pomieszczenia i bezpiecznie położyć w nim dziecko, kiedy na przykład gotujemy obiad, wieszamy pranie czy nawet bierzemy prysznic. Kto miał do czynienia z High Need Baby, wie jak czasem ciężko wygospodarować tę chwilę, żeby zrobić cokolwiek koło siebie ;) Jeśli dodatkowo wybierzemy huśtawkę zamiast leżaczka, to będziemy mogli skorzystać z uspakajającego bujania bez ruszania ręką (no dobra, trzeba się najpierw ruszyć i wcisnąć jeden przycisk, ale potem już laba ;) ). Przy wyborze warto zwrócić uwagę, by huśtawka miała pięciopunktowe pasy i bezwzględnie pamiętać o ich zapinaniu, bo w innym wypadku dziecko może wypaść. 
My mieliśmy huśtawkę firmy Bright Starts z motywem ślimaczka i biedronki. Obecnie służy już trzeciemu dziecku, bez najmniejszych awarii i wcale nie widać po niej, że ma już te 6 lat ;)

http://www.ceneo.pl/31078663#crid=75853&pid=10102
źródło: ceneo.pl

 3. Suszarka - to może nie do końca gadżet dla dziecka, ale prawda jest taka, że odkąd Mały Człowiek przyszedł na świat, to on używał jej częściej niż ja :D Chodzi tu oczywiście o biały szum, o którym już pewnie słyszeliście (a może nie?). Starsza Siostra była zupełnie odporna na wszelkie szumy, więc zupełnie nie rozumiałam wtedy o co to wielkie halo z suszarką i białym szumem. Zrozumiałam, kiedy na świat przyszedł No.2 i odtąd suszarka stała się naszym najlepszym przyjacielem. Można ją też zastąpić szumem odtwarzanym z telefonu, o ile dziecko da się nabrać. Nasze nie dawało :P Dopiero po kilku miesiącach nauczyliśmy go tej bardziej ekonomicznej dla nas wersji z nagraniem. Póki nie dawał się oszukać podróbką, zdarzało się, że musieliśmy kreatywnie używać okapu w kuchni bądź farelki z wyłączonym grzaniem :D Dlatego suszarka to mój "must have" ;) Teraz jest też nowy wynalazek, czyli miś-szumiś, ale nie testowałam, więc się nie wypowiadam.






 4. Bidon ze słomką - jedyna forma podawania picia, którą akceptowały moje dzieci. Oboje zgodnie wzgardzili niekapkami, kubkiem Lovi, młodszy również butelką, więc u nas na spacer tylko i wyłącznie bidon ze słomką. Kilka miesięcy temu dostaliśmy bidon Primamma 2w1 i jego gorąco polecam, bo polubiliśmy się z nim bardzo. Więcej o nim pisałam tutaj.

http://www.ceneo.pl/31747607#crid=75666&pid=10102


A teraz dwa produkty z apteki, które zagościły na dobre w naszym domu:

5. Inhalator - z doświadczenia widzę, że zazwyczaj przydaje się już w pierwszym roku życia, zwłaszcza jeśli dziecko jest alergikiem lub ma starsze rodzeństwo. Myślę, że warto pomyśleć o nim już za wczasu, żeby potem w razie choroby nie kupować na szybko byle czego, bo nie zawsze w aptece jest duży wybór takich sprzętów. O tym jak wybrać dobry inhalator pisałam tutaj, zaś więcej o inhalacjach dowiecie się stąd. Osobiście mam inhalator taki jak na obrazku i nie mam do niego żadnych zastrzeżeń. Dodatkowo sprzedawany jest z fajnym akcesorium o nazwie Rino Shower, które można wykorzystać przy katarze i do oczyszczania zatok :) Cena, jak za zestaw, też nie jest najgorsza. Sprawdźcie sami np. tu


http://www.ceneo.pl/38215985#crid=75867&pid=10102
źródło: ceneo.pl



6. BLF 100 - Nie akcesorium, ani też gadżet, ale preparat, którego jakoś nie potrafię się pozbyć ze swojej apteczki :D Dlatego też, z racji specyfiki mojego bloga, pozwoliłam sobie umieścić go na tej liście. Rzadko kiedy zdarza mi się być tak zadowoloną z działania jakiegoś preparatu dostępnego bez recepty. Polecam go wszystkim mającym problem z chorowitymi dziećmi. Dlaczego, pisałam już w poście o laktoferynie. Obecnie używam go doraźnie, kiedy ktoś z domowników jest chory, żeby uchronić dzieci od zachorowania lub zaraz przy pierwszych objawach przeziębienia i dzięki niemu przechodzi ono szybko i bez powikłań. Zdecydowanie lepszy niż srebro koloidalne :P Niestety firma Bayer, która obecnie jest importerem tego preparatu, nie zapłaciła mi za tę promocję, gdyby ktoś miał jakieś wątpliwości :P Może chociaż przyśle mi kilka opakowań w ramach wdzięczności? ;) Bo cena niestety nie jest mała. Warto też szukać promocji, bo rozbieżność potrafi być bardzo duża: http://www.ceneo.pl/25761507#crid=75874&pid=10102



Chcesz uchronić dziecko przed alergią i astmą? Spraw mu psa!

Sierść psów i kotów jest popularnym alergenem i rodzice alergików często unikają posiadania domowych pupilów, by uchronić dzieci przed poten...

Sierść psów i kotów jest popularnym alergenem i rodzice alergików często unikają posiadania domowych pupilów, by uchronić dzieci przed potencjalnym zagrożeniem. Czy słusznie? Otóż okazuje się, że niekoniecznie. Zgodnie z najnowszymi badaniami może być wręcz dokładnie na odwrót.



Każdy z nas posiada swój specyficzny mikrobiom, czyli drobnoustroje, które mają pozytywny wpływ na nasz organizm i jego funkcje, a wręcz są konieczne dla zdrowia. Najprostszym przykładem jest mikroflora jelit, która warunkuje prawidłowe funkcjonowanie m.in. układu pokarmowego. Dlatego w przypadku kuracji antybiotykowej tak ważne jest uzupełnianie bakterii probiotycznych, które również niszczone są przez antybiotyk razem z patogennymi. Pozwala to uniknąć bóli brzucha i biegunek (więcej o probiotykach tutaj). "Dobre bakterie" mają również korzystny wpływ na alergie. Zaobserwowano m.in. że zażywanie probiotyków przez kobiety w ciąży zmniejszało częstotliwość alergii wśród ich dzieci. Dokładniejsze badania nad wpływem mikroflory na rozwój alergii wciąż trwają i przynoszą ciekawe rezultaty. W jednym z badań sprawdzono skład mikrobiomu właścicieli psów, ich dzieci i futrzastych pupili porównując go z mikrobiomem osób, które nie posiadały zwierząt. Okazuje się, że mikrobiom psów i ich właścicieli jest zbliżony. Co zaskakujące, jest bardziej zbliżony pomiędzy rodzicami a pupilami niż pomiędzy rodzicami a ich dziećmi! W gruncie rzeczy, pies trzymany w domu, a nie na podwórku staje się nie tylko przyjacielem, ale wręcz członkiem rodziny i każdy, kto ma takiego domownika zdaje sobie sprawę, że okazji do wymiany bakterii jest mnóstwo. Nie należy się jednak jej bać, bo, jak pokazały kolejne badania, mieszkanie z psem od najmłodszych lat życia dziecka, zmniejsza ryzyko wystąpienia u niego alergii i astmy. Kurz zawierający sierść psią jest również czynnikiem chroniącym przed wirusem RSV, który powoduje infekcje dróg oddechowych mogące prowadzić do astmy. Właśnie dzięki tej wymianie mikroflory bakteryjnej pomiędzy psem a dziećmi są one chronione. Mikroflora jelitowa domowników, u których mieszka pies wpływa na odpowiedź immunologiczną organizmu i chroni ich przed zachorowaniami na infekcje wywoływane przez RSV.

Czyżby więc pies w domu był najlepszym lekarstwem na alergię? To może na razie zbyt daleko posunięte wnioski, ale na pewno warto śledzić doniesienia w tej sprawie. Osobiście,biorąc pod uwagę własne doświadczenia, jestem skłonna uwierzyć w to, że coś w tym jest. Jestem alergiczką, między innymi na sierść zwierząt. Kot w pobliżu wywołuje u mnie katar, łzawienie oczu, duszności, a natychmiast  po dotknięciu -  wysypkę. Z psem nigdy nie miałam takiego problemu, więc byłam przekonana, że po prostu na psią sierść wcale nie jestem uczulona. Tymczasem po wyprowadzce z domu rodzinnego, kiedy na co dzień przestałam mieć kontakt z psią sierścią, przyjazdy do domu na weekend zaczęły wiązać się z atakami kataru alergicznego. Wygląda na to, że jestem żywym dowodem na to, że kontakt z psem od dziecka pozwala uchronić go przed rozwinięciem się alergii na psią sierść. A jak było u Was? Może macie jakieś swoje obserwacje w tym temacie?




Źródła:
http://www.eurekalert.org/pub_releases/2012-06/asfm-dhd061312.php
http://www.colorado.edu/news/releases/2013/04/17/new-cu-boulder-study-looks-microbial-differences-between-parents-kids-and