Tabletka "po", czyli tabletka awaryjna, którą można zażyć do 5 dni od niezabezpieczonego stosunku, wywołuje obecnie burzę w media...

Tabletka 'po'. Skąd te kontrowersje?

3/04/2017 Unknown 8 Comments

Tabletka "po", czyli tabletka awaryjna, którą można zażyć do 5 dni od niezabezpieczonego stosunku, wywołuje obecnie burzę w mediach. Wszystko to za sprawą zmieniającego się jej statusu- obecnie można ją kupić bez recepty, a już wkrótce ponownie będzie dostępna tylko na receptę. Przy tej okazji rozgorzała dyskusja, o tym czy jest to tabletka wczesnoporonna i czy kobiety powinny mieć do niej swobodny dostęp. O kwestiach moralnych nie będę tu pisała, bo każdy postępuje w zgodzie z własnym sumieniem, a ja nie zamierzam posługiwać się klauzulą sumienia farmaceuty. Niemniej jednak kilka faktów dotyczących tabletki EllaOne warto przytoczyć, zwłaszcza, że zaglądając do jej ulotki odkryłam, że producent potraktował ją raczej pobieżnie, co w dużej mierze tłumaczy zaistniałą burzę.


Jak działa EllaOne?


Spójrzmy najpierw na informację zawartą w ulotce: "Lek działa poprzez opóźnienie owulacji". W sumie z konkretów to tyle. Więcej informacji spodziewałam się w charakterystyce produktu leczniczego. Tam opisy są dużo bardziej precyzyjne i profesjonalne, więc w dziale "Właściwości farmakologiczne" spodziewałam się znaleźć wszystkie informacje, o których planowałam Wam napisać. Tymczasem okazuje się, że zdanie opisujące jego działanie zostało bardzo sprytne sformułowane tzn. "W przypadku zastosowania jako antykoncepcja w sytuacji nagłej mechanizm działania polega na hamowaniu lub opóźnianiu owulacji poprzez wstrzymanie wyrzutu hormonu luteinizującego (LH)." Niby wszystko się zgadza, bo faktycznie tak działa octan uliprystalu, ale jak przyjrzeć się dokładniej temu zdaniu, to widać jakie może być "ale". A mianowicie chodzi o fragment: "w przypadku zastosowania jako antykoncepcja w sytuacji nagłej". No bo ostatecznie czy lek wie w jakim celu go stosujemy? Nie. Ma ściśle określony mechanizm i działa tak samo, niezależnie od tego czy zażyliśmy go żeby zapobiec "wpadce" czy dlatego że myśleliśmy, że pomoże na ból głowy. Dlatego czepiam się tego sformułowania, bo faktycznie wpływanie na wyrzut hormonu LH jest zarejestrowanym, udowodnionym działaniem zapobiegającym zapłodnieniu. Tabletka zapobiega wyrzutowi LH, co z kolei powstrzymuje owulację do 5 dni, dając tym samym czas plemnikom na obumarcie. Pytanie tylko czy na tym jej działanie się kończy? Otóż nie. Tylko, że mam wrażenie, że resztę producent wolał przemilczeć.


O czym milczy ulotka a dyskutują badacze i lekarze?


EllaOne nie jest lekiem o długiej historii stosowania. Wprowadzono go na rynek w tym zastosowaniu, w tak dużej dawce zaledwie kilka lat temu. Co za tym idzie, nie są poznane zbyt dobrze długofalowe skutki jego stosowania, a także nie ma pełnego obrazu jego skuteczności i bezpieczeństwa. Dlatego też sam producent zachęca do zgłaszania na jego stronie przypadków zajścia w ciążę mimo zastosowania tabletki "po", a także informowania o tym jak się ta ciąża zakończyła. Statystycznie większość kończy się... aborcją. Na 376 ciąży powstałych mimo połknięcia tabletki, jedynie 28 zakończyło się żywym porodem. Jak widzicie nie jest to porażająca liczba, a już na pewno nie dająca statystycznie istotnych wiadomości. Stąd też wciąż nie do końca wiadomo jak wpływa tabletka na rozwijający się, mimo jej zażycia, płód. Bo, że nie daje ona 100% skuteczności to już wiadomo. Oczywiście nie jest zalecana do przyjmowania w trakcie ciąży. Czemu więc niektórzy twierdzą, że jest to tabletka wczesnoporonna? Otóż to nie do końca są bzdury wyssane z palca. Problem tkwi w interpretacji momentu powstania ciąży i dodatkowego działania, które producent w ulotce pominął. Ogólnie przyjmuje się, że ciąża i zarodek powstają w momencie, gdy zapłodniona komórka jajowa zagnieździ się w macicy. ALE dla niektórych już moment połączenia komórki jajowej z plemnikiem jest początkiem nowego życia i zagnieżdżenie tych dzielących się komórek nie jest warunkiem koniecznym. Przyjmując tą interpretację zapewne wiele z Was było w ciąży nie mając o tym nawet pojęcia, gdyż bardzo duży odsetek takich zapłodnionych jajeczek nie zagnieżdża się, a potencjalna przyszła mama nawet nie przypuszcza, że była tak blisko od posiadania potomka. Załóżmy zatem, że tabletka "po" została połknięta wprawdzie szybko po stosunku, ale owulacja nastąpiła wcześniej. Czy zatem mechanizm hamowania LH zadziała i zapobiegnie ciąży? Nie. Dojdzie do zapłodnienia. Czy na tym kończy się działanie EllaOne? Oficjalnie tak, ale tu właśnie powstaje miejsce dla kontrowersji. 

Octan uliprystalu był początkowo, w dużo mniejszych dawkach, stosowany jako środek na mięśniaki macicy. Ma on bowiem wpływ na śluzówkę macicy. I tu dochodzimy do sedna. Aby doszło do powstania ciąży (w tym oficjalnym znaczeniu, czyli wraz z zagnieżdżeniem zarodka), śluzówka macicy musi spełniać odpowiednie warunki i to zagnieżdżenie umożliwić. Tymczasem niektóre substancje powodują, że do tego zagnieżdżenia nie dochodzi. Czy składnik EllaOne jest jedną z nich? Oficjalnie producent nic o tym nie wspomina, jednak wyniki badań prowadzą do podzielonych wniosków. Badanie, które miało sprawdzić wpływ octanu uliprystalu na śluzówkę macicy przeprowadzono bowiem na trzech dawkach: 10, 50 i 100mg. Wykazało ono, że dawki 50 i 100mg powodują zcieńczenie i opóźnienie dojrzewania endometrium, co powoduje, że implantacja zarodka jest utrudniona. Dawka 10mg nie wywoływała takich zmian. I tutaj pojawia się problem w interpretacji, bowiem EllaOne ma dawkę 30mg. Część badaczy twierdzi, że w związku z tym, nie będzie powodowała zmian, podobnie jak dawka 10mg. Druga część zaś twierdzi, że dawka 30mg będzie dawała takie same efekty jak 50mg. Ta faktycznie dostępna dawka niestety nie została przebadana i zdania pozostają podzielone. Jeśli faktycznie takie jest działanie dostępnej dawki, to warto byłoby zawrzeć w ulotce dodatkową informację o zapobieganiu implantacji zarodka. W końcu dla niektórych, ze względów etycznych, może mieć to duże znaczenie. Użycie określenia "tabletka wczesnoporonna" to wciąż zbyt duże słowo względem tego środka, ale można zrozumieć co mają na myśli jej przeciwnicy.


Dodatkowo na niekorzystny wizerunek octanu uliprystalu wpływa też mifepriston, czyli tabletka poronna. Zapytajcie co mają ze sobą wspólnego te dwa "leki"? Mifepriston jest antagonistą receptora progesteronowego. W dużych dawkach działa poronnie, w mniejszych był stosowany podobnie jak EllaOne- jako tabletka "po", ale, zapewne ze względu na to drugie działanie, "nie przyjął się". EllaOne zaś jest nazywana modulatorem receptora progesteronowego, a jej dokładne działanie nie zostało wyjaśnione. Możliwe, że jest antagonistą receptora progesteronowego, co oznaczałoby, że ma taki sam mechanizm działania jak znana tabletka poronna... Możliwe, ale nie pewne, bo może jest zupełnie inaczej. Zasadniczo można uznać, że są to podobne leki. Z tym, że działania większych dawek octanu uliprystalu na istniejącą ciążę nie sprawdzano... 

Na pewno poznanie dokładnego mechanizmu działania tego leku przed wprowadzeniem go do obrotu (i to bez recepty), rozwiałoby wiele wątpliwości i rozgoniło burzę wokół tej jednej tabletki. Szkoda, że takich badań nadal nie ma, a kwestia bliskości "pokrewieństwa" tabletki "po" i tabletki poronnej nadal zostaje pod znakiem zapytania. W końcu, wyniki badań są sprzeczne, dokładny mechanizm nieznany, a dużych dawek nie przebadano pod kątem działania po zapłodnieniu. Może jest tak jak z Viagrą- dawka 25mg dostępna bez recepty, a 100mg na receptę, ale jaki problem zażyć 4 tabletki? Tabletka "po" dostępna w dawce 30mg, a kilka tabletek "po" daje... A może nie daje? Mam nadzieję, że kiedyś się dowiemy...





Źródła:
1. Ulotka leku EllaOne
2. Karta charakterystyki produktu leczniczego EllaOne
3. "Mechanism of action of Ulipristal Acetate for emergency contraception: A systematic review." E.Rosato, M.Farris, C.Bastianelli

8 komentarzy:

  1. Ciekawy artykuł i ciekawa analiza, nigdy jakoś nie interesowałam się tematem tabletek "po", to jednak jako naukowiec przeczytałam to z ogromnym zainteresowaniem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nareszcie wartościowy, wyczerpujący artykuł, który nie skupia się na atakowaniu drugiej strony, tylko rzetelnie stara się podejść do tematu:) Ja od siebie tylko dodam, że pomijając sam wpływ na zdrowie itd. to po prostu nigdy nie dojdzie do pełnego porozumienia - bo prawdziwa dyskusja na ten temat nie jest możliwa. Podstawą dyskusji jest wspólna podstawa, wspólne rozumienie pojęć, definicji. Jeśli konflikt pojawia się na etapie tworzenia tych pojęć (człowiek, nie człowiek) to niestety ale do dyskusji nawet nie dochodzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Może i ellaone jest od paru lat ale wcześniej był postinor duo. Nie kumam jak mozna komuś nie sprzedać tej tabl zasłaniając sie sumieniem, kiedyś pracując w aptece oficjalnie jej nue mieliśmy na sprzedaz ale praktycznie była jedna sztuka na stanie bo właściciel sprzedawać i sprowadzać nie pozwalał ale dla siebie w razie wu musiał mieć zapas. Głupota ludzka nie zna granic a to co sie dzieje obecnie nie wiem do czegonprowadzi skoro sam
    Minister nie zna podstaw medycyny czy farmacji głosząc te brednie nie tylko na temat ellaone. Lud zaślepiony religia bawi sie w pana Boga. Równie dobrze sam akt płciowy wg niektórych moze byc juz ciąża chroniona prawnie bez względu czy sie jajeczko połączyło czy zapłodnili czy w ogole nie spotkało na swojej drodze plemników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tabletki "po" z levonolgestrelem, takie jak postinor duo, nadal są w obrocie, ale mimo, że były w aptekach odkąd pamiętam i są mniej kontrowersyjne i tańsze, to wciąż są na receptę, a ella bez. To też dziwne.
      A to ciekawe, czemu sprzedawać nie pozwalał? Skoro sam używał, to chyba sumieniem ciężko się zasłaniać?

      Usuń
    2. >>Lud zaślepiony religia bawi sie w pana Boga.<< Jest wręcz przeciwnie, to lud zaślepiony własną "wielkością", egoizmem i samouwielbieniem, bawi się w Pana Boga...

      Usuń
  4. Bardzo interesujący artykuł, który sporo tłumaczy. Szkoda, że w "dyskusji publicznej"(mającej de facto niewiele z dyskusji) zero naukowych argumentów, tylko gra na emocjach.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawy artykuł, nie wiedziałam, że nie zbadano dokładnie tej konkretne dawki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny tekst. Nie wiedziałam o tych wszystkich zawirowaniach, o których piszesz. Mimo, że sama nie przyjmowałam i nie zamierzam, kiedyś myślałam, że ten 'preparat' jest bezpieczniejszy. Teraz mocno bym się zastanowiła, przed wypowiedzeniem tych słów...

    OdpowiedzUsuń